23:54

Denko: styczeń 2020.

Jest to krótkie podsumowanie zużyć ostatniego miesiąca. Moje wyzwanie #kosmetycznydetoks trwa w najlepsze. W styczniu nie kupiłam ani jednego kosmetyku, a kilka pustych opakowań poleciało do kosza. Jest tego więcej, bo jeszcze zalega Wam z denkiem listopadowo grudniowym, ale ono też niebawem pojawi się na blogu ;) Zaczynamy!
Cossi Fuleren Olejek kojący. Ładny orientalny zapach z wyraźną nutą kadzidła. Olejek dobrze odżywiał skórę, szybko się wchłaniał, a zapach dość długo utrzymywał się na skórze. Pompka dawała delikatną mgiełkę, ładnie rozprowadzała kosmetyk, co ułatwiało aplikację. Niestety, zepsuła się w połowie, więc aplikacja już nie była taka przyjemna. Szkoda, że marka już nie istnieje, bo chętnie bym wróciła do tego olejku.
Batiste Suchy Szampon Eden. Stały bywalec moich denek. Uwielbiam za działanie, zapachy, cenę i wydajność. Kolejne opakowanie już w użyciu.
Goose Creek Butter Cookie. Świeczka o zapachu maślanych ciasteczek miło mnie zaskoczyła. Zapach był bardzo przyjemny, pachniało jakbym piekła ciasteczka: cukrem, wanilią, topionym masłem. Świecę paliłam w przedpokoju a zapach ładnie rozchodził się po całym mieszkaniu i jeszcze długo pozostawało wyczuwalne.

KayPro Botu Cure. Faworyt 2018 i 2019 roku. Super wygładza włosy, dociąża, dodaje blasku i sprężystości. Jest piekielnie wydajna, bo używana z małymi przerwami starczyła mi na 18 miesięcy. Polecam  całego serca, choć cena nie jest najniższa.
Rapan Beauty Maseczka ze smoczą krwią i śluzem ślimaka. Mam co do niej mieszane uczucia. Po kilku użyciach mocno mnie podrażniła, efekt oczyszczania nie utrzymywał się długo, a zmycie jej to była istna katorga. Ale z drugiej strony, ona faktycznie ładnie oczyszczała nos i czoło. Ja już do niej nie wrócę, ale odradzać jej zakupu nie będę.
Resibo Olejek do demakijażu. Był skuteczny, delikatny dla skóry, wydajny. Nadawał się do demakijażu oczu, bez problemu radził też z trwałymi podkładami. Chcę duże opakowanie :)
Sisi&me kuła do kąpieli. Ma ładny zapach, płatki kwiatów w środku i bogaty skład. Tak bogaty, że mnie zapchał. Po kąpieli miałam wysyp pryszczy na plecach i ramionach. Skóra od razu po kąpieli była mega odżywiona, gładka i miękka, ale co działo się po, dyskwalifikuje u mnie te kule.
YC Sweet Vanilla. Kocham tą marką i mam nie mały zapas. Zapach Sweet Vanilla to słodki aromat lodów. Pięknie rozchodzi się po mieszkaniu, nie meczy i nie przeprawia o ból głowy. Polecam :)
Trawiaste dezodorant naturalny. Odlewka tego dezodorantu upewniło mnie, że naturalne specyfiki u mnie są mało skuteczne. Po dwóch tygodniach przestał mnie chronić, a następnie nawet podrażniał. Więc ja jestem na "nie". 
Marion Spa Profesjonalna Mikrodermabrazja. Najbardziej mi się spodobał peeling - delikatny ale bardzo skuteczny. Skórypo nim gładka , mięciutka jak wypolerowana. Trzeci krok, czyli maska też bardzo mi się spodobała. Użyłam jako całonocnej maski. Dobrze nawilżyła, nałożyłam na nią jeszcze krem i rano skóra była nawilżona, napięta i promienna. 
Eco Laboratoria Żelowa maska do twarzy. Choć dobrze nawilżyła skórę, to nie zauważyłam innych dobroczynnych działań. Bez szału, ale nie jest źle. Co prawda wiele dziewczyn pisało, że ich ta maska szczypała. Ja czegoś takiego nie zauważyłam, ale moja cera jest bardzo odporna na działanie peelingów enzymatycznych, więc jestem raczej wyjątkiem i proszę uważać na tą maseczkę.
Hydrolat z zielonej herbaty Ecospa. Dobrze odświeża, łagodzi podrażnienia, tonizuje i zmniejsza wydzielanie sebum. Kocham i na pewno sięgnę po kolejne opakowanie.
Domowy Kosmetyk krem pod oczy. Całkiem dobry kosmetyk, przyzwoicie się wchłaniał się pod makijaż, nie podrażniał oka, nawilżał. Ale bez szału. To nie jest najtańszy krem pod oczy, więc musi zachwycać, bym chciała kupić pełnowymiarowe opakowanie.
Made by Nature Balsam do demakijażu. Dobrze oczyszcza skórę i usuwa makijaż. Używałam go także do demakijażu oka. Daje radę z trwałymi podkładami. Balsam nie zawiera emulgatora, ma wyczuwalny ziołowy zapach i jest bardzo wydajny i niezbyt drogi.
Balea kula do kąpieli. Kokosowa kula ma przepiękny zapach, dobrze odżywiła skórę, ale nie była tak tłusta jak u kul Sisi&Me. Zabarwiła wodę na nieciekawy szary kolor, ale po za tym nie ma jej nic do zarzucenia.
Biolaven Mus do ciała. Ach ten przepiękny zapach śliwki! Taki apetyczny i dobrze wyczuwalny na skórze. Konsystencja ptasiego mleczka, delikatna i pękająca pod palcami. Ale ciężko się rozprowadzała, przez co mus okazał się bardzo niewydajny. Był też dość tłusty i lepiący. Więcej nie kupię, choć zapach naprawdę jest bardzo ładny.
A ile Wy zużyliście kosmetyków w minionym miesiącu? ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Stazyjka , Blogger