16:01

Denko #12: Ministerstwo dobrego mydła, Kringle, Cosnature.

Ostatni zaległy post denkowy i wychodzę na prostą. Dalej już będę publikować na bieżąco, co niezmiernie mnie cieszy. W ty poście znajdą się kosmetyki do pielęgnacji ciała, zapachy do domu i niezliczona ilość próbek. Zaczynamy!

Zapachy:
Country Candle Peach Bellini. Piękny soczysty zapach brzoskwini w lekko alkoholowym wydaniu. Mocny, długo utrzymujący się w pomieszczeniu zapach był idealnym towarzyszem letnich upalnych wieczorów. Chętnie sięgnę po kolejną świeczkę w następnym roku.
Yankee Candle Magic Cookie Bar. Mieszanka wanilii, brązowego cukru i gałki muszkatołowej. Słodki, ale nie przesłodzony, wyrazisty, mocny, rozpieszczający zmysły. Lubię takie słodkie ciasta, bo ten wosk właśnie tak pachnie. Na jesień i zimę to idealny zapach!
Kringle Watercolors. Idealnie wyważone połączenie kwiatów ze słodyczą owoców. Wszystko wymieszane z piżmem, by stworzyć unikatową mieszankę, która sprawdzi się o każdej porze roku i ma wielu zwolenników. Konieczny do poznania i przynajmniej powąchania.
Kringle Cashmere&Cocoa. Mój ulubieniec zeszłej zimy. Słodko perfumeryjny zapach, który otula i rozgrzewa. Nie jest ani zbyt słodki, ani zbyt "ciepły" czy "sweterkowy". Świece łatwo rozpala się do brzegów bez żadnych wspomagaczy, więc chętnie po nią sięgałam zeszłej zimy. Będę tęsknić za tym zapachem i chętnie jeszcze bym do niego wróciła.
Aril Exclusive Magiczna wyspa. Pachnące patyczki bardzo długo utrzymywały zapach i starczyły na kilka tygodni. Kompozycja zapachowe też całkiem ciekawa jak dla tak taniego odświeżacza: mango, nektarynka, ananas, brzoskwinia, róża, frezja, drzewo sandałowe, paczula, wanilia oraz piżmo. W składzie znajdziemy naturalne olejki eteryczne, więc jestem bardzo zadowolona z zakupu i już mam kolejne opakowanie.
Ciało:
Cien Sweet Love mydło do rąk. Lubię mydła Cien za ładne zapachy, wydajność, niską cenę. Nie wysuszają skóry (przynajmniej u mnie), a ten przepiękny zapach jagodowych muffinów totalnie mnie urzekł. 
Linda Kremowe mydło w płynie Frozen Berries. W opakowaniu mydło miało ładny zapach rześkich, mroźnych jagód, ale przy używaniu, mydło miało bardzo delikatny zapach, który był mało wyczuwalny na skórze. Do tego mydło nie było szczególnie wydajne, więc przegrywa w porównaniu z poprzednikiem.
Isana Kremowe mydło Paris. Chętnie sięgam po mydła marki Isana, bo mają dużo ofertę zapachową. To mydło miało dość ładny kwiatowy zapach, ale nie stało się moim ulubieńcem, więc nie wrócę. Co do właściwości, to moje dłonie te mydła nie wysuszają, są dość wydajne i dobrze myją.
Ministerstwo Dobrego Mydła Odżywczy peeling cukrowy Śliwka. Moja ogromna miłość! Peeling jest mega gęsty, przez co jest piekielnie wydajny, dobrze złuszcza martwy naskórek. Do tego jest bardzo odżywczy i ma ten cudowny zapach śliwek w czekoladzie. Już nie raz o nim pisałam na blogu, bo to kosmetyk, który koniecznie musicie poznać.
White Flowers Naturalny żel pod prysznic. Żel o naturalnym, przyjaznym dla skóry składzie i pięknym zapachu owoców, który był tak rzadki, że starczył nam ledwo na dwa tygodnie. Niestety, ale to dyskwalifikuje go, bo nie jest szczególnie tani, a taka wydajność jest dla mnie niedopuszczalna. Oprócz tego mankamentu, żel spisał się bardzo dobrze i jego właściwości całkiem mi odpowiadały.
Cosnature Tonkabohne & KariteButter. Bardzo lubiłam to masło, bo było treściwe, takie zbite, prawdziwe masełko. Dobrze nawilżało, łatwo rozprowadzała się na skórze. Na plus także skład, bo ma takie składniki jak masło shea, masło kakaowe, olej migdałowy i ekstrakt z fasoli tonka. Nie można nie wspomnieć o pięknym kakaowym zapachu, który jesienią czy zimą otula piękną woalką i koi zmysły. Polecam, szczególnie teraz, gdy sezon grzewczy może doprowadzić skórę do ruiny.
Indigo Argan&Almaond Oil. Olejek o pięknym, słodkim zapachu, który ładnie utrzymuje się na skórze. Niestety, strasznie mnie zapchał, całe plecy i dekolt miałam w zaskórnikach. Do tego olejek nie wchłaniał się, brudził ubrania i ważył się na skórze. Bubel i odradzam jego zakup.
Made by Natures Peeling do ciała Delikatna świeżość. Polska marka kosmetyków ręcznie robionych, która rozkochała w swoich pastach do demakijażu. Ten peeling był chętnie używany przez Pana M. Ja niezbyt pokochałam jego zapach i fakt, że zabarwia wannę. Ale peeling świetnie złuszczał skórę, nawilżał tak mocno, że już nie potrzebowałam balsamu czy masła do ciała. Kolejny plus, to skład, w pełni naturalny i organiczny.
Isana sól do kąpieli Calm down. Sól idealna dla mnie pod każdym względem: ma mocny, nie co słodki zapach kokosu i boski granatowy zapach w jaki zabarwia wodę. Naprawdę zmiękcza wodę i pozostawia skórę nawilżoną i miękką w dotyku. Niska cena zachęca do zakupu, ale żałuję, że ta sól nie występuje w większym opakowaniu.
Luksja Pink Sparkle bath soap. Bardzo lubię produkty do kąpieli marki Luksja, choć nie mają naturalnych składów. Ale nie wysuszają mojej skóry, dobrze się pieni i mają przepiękne zapachy. Pink Sparkle był słodkim aromatem z domieszką czegoś bardziej rześkiego i iskrzącego. Do tego te piany są bardzo wydajne, a w połączeniu z niską ceną tym bardziej zachęcają do zakupu.
Occentro Apple&Cinnamon Bath Fizzer. Musująca tabletka do kąpieli, która fajnie pieni się w wannie, ale piany nie daje. Zapach też nie taki wyrazisty jak w kosmetyku wyżej, więc dla mnie zbędny zakup.
Cien Sól do kąpieli Wanilia i pistacja. Lubię te sole z Lidla, bo mają ładne wyraziste zapachy, ta pachnie zdecydowanie pistacjowo, zabarwia wodę na intensywny zielony kolor, fajnie zmiękczają wodę. Używałam kosmetyku do kąpieli stóp, wystarczała mi jedna zakrętka soli, by uzyskać pożądany efekt. Oznacza to, że przy takim użytkowaniu, soli starczyło mi na jakieś trzy miesiące. Patrząc na cenę, wychodzi deal życia ;)
Inne:

Splat pasta do zębów, Biomed Ziołowa pasta do zębów. Bardzo lubię te dwie naturalne pasty do zębów, bo dobrze oczyszczają, mają przyjemny smak i zapach. Delikatnie się pienią, co dla mnie jest dużym plusem. Już nie raz pokazywałam je na blogu, więc to naprawdę moje ulubione pasty.
Wilkinson Xtreme3 Beauty. Jednorazowe żyletki dla kobiet, który starczą na całe nogi, pachy i bikini. Choć wolę męskie wielorazówki, to te są naprawdę porządne, chętnie zabieram je na wyjazdy. Nie podrażniają skóry, precyzyjnie ścinają włoski, są ostre na tyle, by nic nie pozostawiać po sobie, ale nie aż tak bardzo, by się zaciąć.
Smaki:

Basilur Winter Holidays. Bardzo lubię herbatki tej marki za wyraziste smaki i zapachy. Składy też na plus, bo nie ma tam żadnych zbędnych składników: czarna herbata, owoce wiśni, kwiat pomarańczy, wanilia, skórka pomarańczy. Pora kupić nowe opakowanie, bo Święta co raz bliżej.
Five O'clock kawa Śliwka w czekoladzie. Bardzo smakowita, mocna kawa, która jesienią smakuje szczególnie. Aromat i smak jest tak wyrazisty, że nie potrzebuje żadnych dodatków. Polecam kawy tej firmy, miałam już kilka wersji i każda smakowała bardzo dobrze.
No i możecie mi pogratulować, bo to ostatnie z zaległych Denek. Teraz już będę na bieżąco publikować zużycia. Kto wytrwał do końca wpisu, zasługuje na nagrodę! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Stazyjka , Blogger