17:43

Denko #11: pielęgnacja twarzy i włosów.

Kolejna część "Denka" z ostatnich 8 miesięcy. Pustych opakowań nazbierała się cała siata, więc róbcie sobie herbatę/kawę/wino i zapraszam do czytania. Będzie dużo naturalnej pielęgnacji, świetnych kosmetyków, ale kilka "bubli" też wpadło.

Włosy:
Buña Szampon do włosów przetłuszczających się z melisą. Jak szampon dla włosów przetłuszczających się może przyśpieszać przetłuszczanie się, ja się pytam? Kosmetyk nie jest z tych delikatnych, więc powinien dobrze domywać skórę głowy, jednak tego nie robił. Nie był wydajny, miał mocny zapach melisy, nie podrażniał skóry głowy i nie wysuszał włosów. Ale i tak go nie polecam, bo szampon powinien dobrze oczyszczać, a ten nie wywiązuje się ze swoich obowiązków.
Timotei Pure Odżywione i Lekkie. Kolejny szampon, który absolutnie nie podpasował moim włosom. Był tak jakby zbyt odżywczy, przez co obciążający? Od razu po umyciu włosy były gładkie, dociążone, błyszczące, odżywione i sypkie. Ale ten efekt utrzymywał się jakieś 6-7 godzin a następnie włosy zaczynały wyglądać na nieświeże. Może dla włosów bardziej wysuszonych niż moje, będzie to szampon idealny, ale ja nie sięgnę po kolejne opakowanie, choć zapach był obłędny!
L'Oreal Preference. Odżywka do włosów, która regularnie pojawia się na blogu. Już nieco mi się znudziły, ale muszę zużyć ogromne zapasy. Generalnie kosmetyk fajnie nawilża i odżywia włosy. Po użyciu tej odżywki pięknie się błyszczą, są dociążone, nie strączkują i nie plączą się. Posiadaczki wysokoporowatych włosów będą zachwycone.
Kallos Banana. Jedna z moich ulubionych masek do włosów średnioporowatych. Pisałam o niej już na blogu, więc nie będę rozpisywać się. Ciągle mocno kocham i polecam.
Twarz:
Kafe Krasoty Krem-mus do mycia twarzy. Uwielbiam ten kosmetyk: delikatny, kremowy, o pięknym zapachu i naturalnym składzie. Idealnie spisywał się jako drugi etap oczyszczania. Dzięki kremowej konsystencji był niezastąpiony w zimie, gdy skóra jest bardziej podrażniona i wymaga delikatnego traktowania. Okazał się bardzo wydajny, więc kolejny powód by się nim zainteresować. Pisałam o nim więcej na blogu.
BEMA Gentle Mattifying Cleanser. Kolejny dobry żel do mycia buzi o naturalnym bogatym składzie. Fajnie domywał skórę z resztek makijażu czy zanieczyszczeń. Miał piękny, słodki zapach, który nie jest nachalny i męczący. Konsystencja lejąca się i dość rzadka, przez co emulsja nie była zbyt wydajna. Patrząc na cenę, jednak nie skusze się na kolejne opakowanie, choć nie mówię, że kosmetyk zły i nie jest wart uwagi. Więcej pisałam o nim w recenzji kosmetyków BEMA.
Vianek Łagodzący olejek do demakijażu. Nie byłam nim zachwycona. Ma dobry naturalny skład, wyprodukowany w Polsce, ale mnie nie zachwycił. Bardzo średnie działanie, nie domywał dobrze cięższych podkładów, już nawet nie wspomnę o makijażu oka. Tusz był rozmazany po całych policzkach, więc musiałam jeszcze raz wszystko domywać płynem micelarnym. Do tego pozostawiał po sobie tłustą warstwę, mało przyjemne uczucie. A więc od siebie nie polecam zakupu.
Essentia Facial Cleansing gel Green lemon & May Chang. Żel o świetnym składzie (już na drugim miejscu żel aloesowy, a dalej tylko lepiej), ale który tak mocno wysuszył moją cerę, że żadne maski i tłuste kremy nie pomagały. Nie wiem jaki konkretnie składnik zawinił, ale ten żel to dla mnie totalna porażka.
Feel Free Refreshing Facial Toner. Tonik stosunkowo nowej marki w Hebe Feel Free podbił moje serce swoim składem ( sok z aloesu, ekstrakt z cytryny, wyciągi z rumianku,  tymianku i szałwii), świeżym zapachem i działaniem. Kosmetyk świetnie tonizował cerę, dodawał świeżości, usuwał resztki innych kosmetyków, nie podrażniał skóry ani śluzówki oka. Do tego był wydajny i kosztował niewiele. Na pewno kupię kolejne opakowanie.
Clochee Soothing Antioxidant Toner. Bardzo dobry tonik o bogatym i ciekawym składzie. Dobrze nawilża, odświeża skórę, ale ma beznadziejne opakowanie. Pompka ciągle się zacinała i wypluwała tonik. Ale działanie faktycznie było satysfakcjonujące: niespodzianki pojawiły się sporadycznie, skóra była zmatowiona a pory zanieczyszczały się wolniej i w mniejszym stopniu.
Bitэкc Ideal Whitening tonik wybielający. Kosmetyk ma w składzie kwasy mlekowy oraz ferulowy. Toniku używałam zimą i wczesną wiosną i całkiem dobrze spisał się w połączeniu z innymi kosmetykami z kwasami. Skóra po nim była ładnie rozświetlona, wygładzona, mniej się przetłuszczała i ogólnie wyglądała na zdrowszą i wypoczętą.
Esencja nawilżająca DIY. Esencję wylicytowałam na naszym spotkaniu Nature of Woman. Wykonała ją Paulina z kanału Organic Makeup. Esencja ma w składzie hydrolat z malin, 10% glukonolaktonu oraz darkout, który zapewnia rozjaśnienie i wyrównanie kolorytu cery. Z moich obserwacji esencja bardzo dobrze nawilża cerę, powiększa jej gęstość i napięcie. Nie zauważyłam rozjaśnienia cery czy poprawy kolorytu, ale moja skóra jest dość oporna na takie działanie, widocznie zbyt niskie stężenie glukonolaktonu. No i muszę przyznać, że esencja jest piekielnie wydajna, bo ledwo zdążyłam ją zużyć wciągu 3 miesięcy, a używałam jej codziennie wieczorem.
Polny warkocz Esencja kojąca złoty korzeń. Kolejny dobry naturalny polski kosmetyk. W składzie jest napar z tarczycy bajkalskiej (tzw. złoty korzeń) oraz hydrolat z kwiatów czerwonego maku. Esencja dobrze nawilżała cerę, działała kojąco i wyciszająco na skórę. W ciepłe czerwcowe dni była ulgą dla cery. Kolejny plus to szklane opakowanie i dobra wydajność.
Biochemia Urody Zestaw - Booster jedwabisty C25+Q10. Pokładałam w nim duże nadzieje, bo tak wysoki procent witaminy C obiecuje pożądane wygładzenie i rozjaśnienie cery. Jednak spektakularnych efektów nie doczekałam się. Skóra wyglądała ładnie, niedoskonałości odeszły w niepamięć, jednak nie zauważyłam wyrównania struktury skóry, na której bardzo mi zależało. Krem nadawał się pod makijaż, po tworzył na skórze powłoczkę, podobnej do tej po silikonowej bazie pod makijaż. Generalnie warto spróbować, bo zbiera pozytywne opinie i może to ja jestem zbyt wymagająca do tego kremu.
Resibo Serum naturalnie wygładzające. Klasyczna relacja miłość-nienawiść. Nie wiem od czego to zależy, ale czasem po użyciu kosmetyku cera była wygładzona, odżywiona, napięta. Rano po przebudzeniu cera była promienna i pełna młodzieńczego blasku. Ale czasem serum tak jakby obciążał skórę, nie wchłaniał się i pozostawiał lepką warstwę. Budzić się z przetłuszczonym czołem i zanieczyszczonymi porami na policzkach to średnia atrakcja. Serum zawsze używałam na noc w ilości 3-4 krople i wykonywałam masaż rollerem z The Body Shop.
BEMA krem do cery tłustej i mieszanej. Bardzo dobry krem na porę jesienną. Dobrze nawilżał, wygładzał, delikatnie wyrównywał strukturę skóry. Lecz w letnie upalnie dni skóra szybko się przetłuszczała i nie utrzymywała matu, stąd moje stwierdzenie, że najlepiej ten kosmetyk spisze się w chłodniejsze dni, bo jest masełkowaty i dość treściwy.
→ PIELĘGNACJA WE WŁOSKIM STYLU - RECENZJA KOSMETYKÓW BEMA.
Maseczki do twarzy:

Nie będę się rozpisywać i jedynie krótko wspomnę o każdej maseczce. Największe wrażenie na mnie wywołały maseczki Beauty Visage Termalna maseczka do twarzy (świetnie nawilżyła i ukoiła cerę po upalnym dniu na działce), Mustus Energizująca maseczka z wyciągiem z marchwi, dyni, batatu, pomarańczy i grejpfruta (nawilżenie, lekki efekt liftingu, skóra wyglądała na promienną i bardziej wypoczętą) oraz maseczki z Biedronki Papaya i Mangostan. Każda z tych masek była dobrze nasączona, więc esencji jeszcze przez kilka dni używałam do masażu twarzy, miała dobry skład i nie była przesadnie droga (Mustus kupowałam w promocji -50%). Natomiast maski z Skinlite nie wywołały na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Nawilżyły skórę, nie były lepkie, esencji było w sam raz, więc jest dobrze, ale nie na tyle by je polecać. Co do maski Marion, to już pisałam o niej na Ig i to totalna porażka. Lepka klejąca się substancja, która czujesz jak zatyka ci pory. Fuj, ostrzegam przed tym gagatkiem!
Maseczki z Vianka czekają na osobny post, ale już teraz zdradzę, że jedna z tych na zdjęciu bardzo mi się spodobała, więc bez dwóch zdań sięgnę po kolejne opakowania. Dobre składy, niskie ceny i całkiem widoczne efekty działania.
Kosmetyki dla dzieci:

Spośród ogromu chusteczek nawilżanych dla dzieci mogę wyróżnić chusteczki Pampers, które są dobrze nawilżone, dość duże i mają w miarę akceptowalny skład. Także pozytywne wrażenie wywołały chusteczki Bobini. Dobry skład, dobry poziom nawilżenia i opakowanie z zatrzaskiem. Z kolei chusteczki Bambino miał koszmarny skład (kupione przez przypadek), choć działanie całkiem dobre, więc raczej ostrzegam przed zakupem. No i chusteczki Gaga z Tesco, kupiona gigantyczna paczka, a działanie i skład są bardzo takie sobie. Chusteczki są nasączone dziwną substancją, która się pieni i pozostawia nieprzyjemną mydlaną warstwę na skórze. Wywołali u córki podrażnienie, więc teraz używam do przecierania krzesełka do karmienia.
Jeśli znacie któryś z pokazanych wyżej kosmetyków, to napiszcie komentarz z własną opinią. Może uda się zebrać zestaw mini recenzji na każdy kosmetyk :) 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Stazyjka , Blogger