11:31

Pielęgnacja we włoskim stylu - recenzja kosmetyków BEMA.

Przeglądając swoje zapasy kosmetyków wywnioskowałam, że moje kosmetyczne wybory są dość nietypowe, a na pewno nie są mainstream'owe. Nie znajdziecie u mnie nowości marki Resibo, maseczek Iossi, pielęgnacji D'Alchemy czy hydrolatów z Ecospa. Nie mówię, że te kosmetyki są niedobre i nie chcę je wypróbować. Tylko jakoś zawsze wybieram albo marki mało znane, ale wręcz niszowe i zupełnie malutkie manufaktury typu Made by Natures (recenzja TU). Dzisiaj przyszła kolej na mało znaną, ale wartą poznania włoską markę BEMA.
Emulsja oczyszczająco-matująca BEMA Love Bio. Kosmetyk przychodzi do nas w białej plastikowej butelce o pojemności 200 ml. Opakowanie nie posiada pompki, co moim zdaniem, jest dużym minusem, gdyż emulsja jest bardzo lejąca. Z dziurki zawsze wylewa się zbyt duża ilość kosmetyku, co przekłada się na średnią wydajność. Emulsja ma dość wyraźny słodki zapach, dla mnie to pachnie jak waniliowy budyń. Mi to nie przeszkadza, ale ktoś, kto nie lubi perfumowanych kosmetyków musi mieć to na uwadze. Wszystkie kosmetyki z serii mają dość wyraźne zapachy.

Emulsja oczyszczająco-matująca jest bardzo delikatna dla skóry. Nie wysusza, nie ściąga, lekko się pieni i nie podrażnia oczu. Używam jej jako drugi krok oczyszczania, po płynie micelarnym lub olejku do demakijażu. Kosmetyk także wspaniale spisuje się jako kosmetyk do porannego oczyszczania twarzy. Tu nie mam do czego się przyczepić, natomiast mam wątpliwości co do jego właściwości matujących. Moja cera mieszana nie przestała przetłuszczać się w strefie T. Nie zauważyłam zmniejszenia wydzielania sebum czy zmniejszenia porów. Jeśliby producent nie sugerował takie działanie, to nawet nie zwróciłabym uwagi na te kwestii. Ale skoro obiecuje, to muszę rozliczyć go z każdego punktu.
Jeśli chodzi o skład, to emulsja oczyszczająco-matująca ma czym się pochwalić. Jako składnik myjący użyto bardzo delikatnej substancji. Także w składzie są olej ze słodkich migdałów, ekstrakt z alg, wyciąg z cytryny, olejek z drzewa herbacianego i kilka innych cennych składników.
Krem liftingujący pod oczy BEMA Love Bio. Jestem zachwycona tym kosmetykiem! Ale po kolei. Opakowanie w kształcie tubki z noskiem pozwala na precyzyjne dawkowanie kosmetyku, co przekłada się na bardzo dobrą wydajność. Opakowanie zawiera 20 ml, jest nieco większe niż standardowe opakowania kremów pod oczy i to kolejny plus dla marki. Krem raczej nazwałabym masełkiem, bo jest gęste i treściwe. I to miłe zaskoczenie, konsystencja to jeden do jednego krem pod oczy z awokado marki Kiehl's! A jak wiecie, ja uwielbiam ten produkt! Czy tańszy odpowiednik znaleziony? Chyba tak!
Krem od BEMA po rozgrzaniu między palcami przekształca się w lekką, nieco wodnistą substancję, która łatwo się rozprowadza i wchłania się do skóry. Jednocześnie czujemy natychmiastowe nawilżenie oraz efekt liftingu. Mam worki pod oczami, a także moje powieki uwielbiają gromadzić wodę, więc czasem są opuchnięte. Plus cienie pod oczami, kto notorycznie śpi po 6 godzin mnie zrozumie. Krem poprawia kontur oka, niweluje oznaki zmęczenia, dogłębnie nawilża i odżywia delikatną skórę powiek. Skłamię, jeśli napiszę, że spłyca zmarszczki, bo nie zauważyłam takiego działania. Ale zdecydowanie zapobiega ich pogłębieniu i powstawaniu nowych.
Skład kosmetyku jest bogaty, już na samym początku zamiast wody znajdziemy wodę różaną, wodę z kwiatów Neroli oraz wodę chabrową (uwielbiam ten hydrolat). Za odżywienie odpowiada masło shea, olej roślinny, masło illipe, oliwa z oliwek, olej z awokado, olej jojoba. Także w składzie znajdziemy mnóstwo ekstraktów, np. szafranu, który ma za zadanie działać przeciwzmarszczkowo. Jedynie mi nie odpowiada obecność dość wysoko w składzie wosku kandelila. Jak wiadomo woski nie wchłaniają się, tworzą film na skórze, tym samym dając złudny efekt wygładzenia skóry i spłycenie zmarszczek. Po za tym nie mam zastrzeżeń co do składu.
Krem do cery tłustej i mieszanej BEMA jest kolejnym dobrym kosmetykiem marki. Produkt jest zamknięty w ciężkim szklanym słoiczku, który jest bardzo solidny i w razie niebezpieczeństwa może nas obronić ;) Krem ma delikatny słodkawy zapach, coś w rodzaju waniliowego budyniu. Konsystencja jest lekko masełkowata, po rozprowadzeniu na twarzy pozostawia skórę gładką, widocznie wygładzoną i odżywioną. Tworzy delikatny tłustawy film, ale to nic lepkiego i nieprzyjemnego. Czujemy pod palcami, że skóra jest pokryta warstwą odżywczych olejków.  A kosmetyk ma czym się pochwalić!
Już na samym początku w składzie znajdziemy hydrolat tymiankowy oraz wyciąg z cytryny. Także w skład kosmetyku wchodzą olej sojowy, olej ryżowy, ekstrakt z alg Asparagopsis, ekstrakt z wiązówki błotnej, wyciąg z liści wierzby białej, olejki andiroba, acai, kopaiwa. Jak widzicie, skład bardzo bogaty, ale jak z działaniem?
Krem bardzo szybko się wchłania, dobrze rozprowadza się na skórze, a już niewielka ilość kosmetyku wystarcza na pokrycie całej twarzy oraz szyi. Produkt jest bardzo wydajny, co jest jego dużym plusem. Co do działania, to kosmetyk dobrze nawilża skórę, wygładza strukturę skóry, działa przeciwtrądzikowo. Jest idealny do stosowania wiosną, gdy temperatura nie przekracza +20 stopni. W bardziej upalne dni skóra nie utrzymuje matu, więc krem nie nadaje się pod makijaż. Nie zauważyłam, by krem z BEMA regulował wydzielanie sebum oraz długotrwale matowił skórę. Wiosną czy jesienią krem spisze się najlepiej, bo nie jest zbyt lekki, by nie nawilżyć, ale też nie jest tak treściwy, jak kremy stosowane zimą.
Włoska marka BEMA była dla mnie totalną nowością, ale czekało mnie przyjemne zaskoczenie pod postacią kremu liftingującego pod oczy. Jest to moja nowa miłość i z wielką chęcią sięgnę po kolejne opakowanie. Krem do twarzy i emulsja myjąca też okazały się dobrymi kosmetykami, które na pewno mają swoich zwolenników. Wszystkie te kosmetyk, a także wiele innych ciekawych produktów marki znajdziecie w sklepie Ekozuzu
Może macie swoich ulubieńców wśród kosmetyków marki? Co poleciłybyście swojej koleżance/mamie/siostrze?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Stazyjka , Blogger