13:42

Denko #10: BasicLab, FitoKosmeik, Yankee Candle.

Ostatni  projekt "Denko" pojawił się w listopadzie 2018, więc teraz nadrabiam zaległości i w najbliższe dni czeka na Was aż trzy części. Powstał wpis-tasiemiec, ale postaram się, by recenzje były krótkie i zwięzłe, oraz by zawierały mnóstwo przydatnej informacji o kosmetyku. Róbcie sobie herbatę lub kawę i zapraszam do czytania.

 Włosy:
Cien Sun Care 2in1 Shampoo & Conditioner. Dobry szampon, który dobrze oczyszczał włosy, a jednocześnie je nie przesuszał i nie plątał. Nie przedłużał świeżości, ale też zbytnio nie wysuszał skalpu oraz nie powodował łupieżu. Myślę, że warto zwrócić uwagę na szampony marki Cien.
Odżywki i szampony BasicLab. Bardzo polubiłam te kosmetyki, bo każda wersja super sprawdziła się na moich włosach. szampony dobrze oczyszczały skórę, jednocześnie nie wysuszając i nie wywołując łupieżu. A odżywki świetnie nawilżały i odżywiały włosy, plus było widoczne działania nabłyszczające, wygładzające i antystatyczne.
FitoKosmetik Maska do włosów odbudowująca z owsem. Dobra naturalna maska o konsystencji gęstego jogurtu oraz bogatym składzie. Znajdziemy tu olej jojoba, oliwę z oliwek, olej z kiełków pszenicy, proteiny pszenicy, liczne ekstrakty i wyciągi. Maska świetnie odżywiała włosy, dodawała blasku, dociążała końcówki. Włosy były gładki i wygładzone, jak po zabiegu w salonie fryzjerskim. Opakowanie o pojemności 155 ml starczyło mi na ok. 2 miesiące, więc wydajność super. Gorąco polecam wypróbować te maski, bo są tanie i dobrze dostępne :)
Ciało:
Isana Men Żel do golenia Sensitive. Bardzo lubię męskie żele do golenia, bo są gęste, wydajne, nie podrażniają i są tańsze niż te dla kobiet. Wyjątek to klasyczna pianka dla kobiet z Isany i żele z Balea. Ale wersję męską jak najbardziej polecam!
Luksja Cherry Blossom & Peony. Mydło w płynie o kremowej konsystencji dobrze sprawdziło się jako mydło w kuchni. Nie wysuszało rąk, miało delikatny zapach, ale wydajność była średnia. Jednak wolę mydła Cien oraz Isanę, bo mają większą wydajność i ciekawe "soczyste" zapachy.
Indigo Richness Hand Cream Bella Vita. Bardzo ciekawy krem o bogatej konsystencji na bazie masła shea oraz oleju ze słodkich migdałów. Używałam go jako kremu na ciało i w tej wersji spisał się na medal. Dobrze nawilżał, łatwo się rozprowadzał, szybko się wchłaniał i miał ładny, dość mocny zapach. Wydajność też oceniam na plus, więc warto na niego się skusić.
Alma K peeling do ciała. Ta małą próbka mocno mnie zachwyciła, bo ten drobnoziarnisty peeling tak dobrze oczyścił moją skórę, że zapragnęłam kupić pełnowymiarowe opakowanie. Rzadko kiedy tak delikatny na pierwszy rzut oka kosmetyk okazuje się tak skuteczny.
Nivea Care&Cocoa. Jak już wiecie, nie zwracam szczególnej uwagi na składy żeli pod prysznic, bo moja skóra dobrze reaguje na wszystkie kosmetyki, nawet te mocniejsze. Krem-żel od Nivea ma prawdziwą kremową, delikatną konsystencję, tworzy gęstą pianę, która skórę wręcz nawilża. Do tego piękny zapach kakao, dobra wydajność i stosunkowo niska cena, same plusy :)
Cosmia mydło do rąk. Miała w kilku wersjach zapachowych i już nie wrócę do tego produktu. Wydajność wypada słabo, mydło jest dość rzadkie, zapach też słaby. Z domyciem rąk od podkładu nie było problemu, kosmetyk nie wysuszał, ale jednak wolę mydła z Isany i Cien.
Faberlic Beauty Cafe Francuski deser. Żel pod prysznic miał słodki migdałowy zapach francuskich makaroników ogrzewał i pobudzał zmysły. Zimą zapach spisywał się idealnie, bo choć słodki, nie był mdły ani przytłaczający. Żel miał gęstą kremową konsystencję, dobrze się pienił, nie wysuszał skóry, ale i nie pozostawiał lepkiej nieprzyjemnej powłoczki. Polecam żele Faberlic właśnie w takiej kremowej konsystencji, bo te bardziej żelowe są mało wydajne i gorzej oczyszczają skórę.
Lirene Bronze Collection Brązująca mgiełka. Bardzo słaby kosmetyk, pisałam o nim w Bublach (klik). Mgiełka zapchyła niesamowicie, brudziła ubrania i aplikowała się nierównomiernie. Ostrzegam przed zakupem, a jeśli znacie jakieś fajne kosmetyki brązujące, to polećcie mi w komentarzach :)
Twarz:
7th Heaven Coconut + Clay. Maska peel-off, która ma za zadanie oczyszczać pory. Bez rewelacji, oczyściła skórę, przy zrywaniu pozbyłam się minimalnej ilości włosków (depilacja gratis), ale bez efektu wow. raczej nie kupię ponownie.
7th Heaven Dead Sea Mud. Bardzo dobra glinkowa maseczka. Dobrze oczyszczała, pory były ściągnięte a cera zmatowiona. Nie wysuszyła i nie podrażniła. Do tego miała całkiem ładny zapach i starczyła mi na dwa użycia, więc chętnie kupię ją ponownie.
CosNature Multi-power Gesichtsmaske. Dobra odżywcza maska, która fajnie napinała cerę, działała też kojąco po zabiegach czy działaniu zimnego wiatru. Bardziej spodobała się mamie, więc jej kupię kolejne opakowanie. Sama raczej się nie skuszę na kolejne saszetki, choć może jesienią zmienię zdanie ;)
Dr.G Aquasis Water Mask. Pokochałam tego malucha tak bardzo, że mam ochotę na pełnowymiarowe opakowanie. Super nawilżył skórę, czułam, jak ona wręcz "wypija" tą maseczkę, więc nawet nie trzeba było usuwać nadmiaru. Działa lekko liftingująco, napinająco, skóra wygląda na wypoczęto, pełnia młodzieńczego blasku.
Zapachy:
Ikea Vinter 2016. Super mocny zimowy zapach na bazie cytrusów z domieszką iglaków. Piękny zapach bez krzty toaletowego aromatu świeżości. Jeśli decydujecie się na świeczki z Ikea i chcecie, żeby pachniały, to polecam sięgać po limitki, są na prawdę mocne.
Yankee Candle Season of Peace. Bardzo kontrowersyjny zapach, który ma pachnieć świeżym mroźnym dniem z domieszką dymu z komina. Dla mnie, niestety, śmierdziuszek. Wyczuwam brzydki zapach czegoś spalonego, absolutnie nie pachnie to palonym drewnem. Co gorsze, zapach mocny i długo utrzymuje się w powietrzu, więc wywietrzyć mieszkanie było trudnym zadaniem.
Yankee Candle Christmas Garland. Piękna mieszanka bożonarodzeniowych słodyczy i zapachu choinki. Na mój nos nie jest to zapach "toaletowy", więc mogę polecić go na okres świąteczny.
Yankee Candle Christmas Memories. Jeden z moich ulubionych świątecznych zapachów. Pachną marcepanem, cynamonem, piernikiem, masą makową. Uwielbiam i zawsze palę w Święta. Pisałam o nim także tym poście. Blogmas #3: Czym pachną Święta?
Yankee Candle Christmas Eve. Słodki świąteczny aromat śliwki w czekoladzie przywołuje miłe wspomnienia z dzieciństwa i otula dom przyjemnym, świątecznym aromatem.
To pierwsza część projektu Denko, w którym pokazałam zużycia z grudnia, stycznia i lutego. W przygotowaniu już jest wpis z wiosennymi zużyciami, więc obserwujcie bloga by nic nie przegapić ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Stazyjka , Blogger