20:31

Ulubieńcy sierpnia: Nacomi, The Body Shop, D&G, ChocoLatte.


Sierpień mamy już dawno za sobą, lato też się skończyło, więc nie ma powodu by odciągać z publikacją zestawienia z ulubionymi kosmetykami ostatnich tygodni. Kolorówka w upały raczej nie cieszyła się moim zainteresowaniem, ale już pielęgnacja była testowana i sprawdzana w przeróżnych warunkach.

Masło do ciała The Body Shop Virgin Mojito. Uwielbiam masła do ciała tej marki, miałam dwa, były już o zapachu miodu i brzoskwini, teraz kolej na rześką limonkę i miętę. Masło, mimo bogatej konsystencji, łatwo rozprowadza się na skórze, szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiej warstwy. Skład bardzo dobry, bo znajdziemy tam masło kakaowe już na drugim miejscu w składzie INCI, oraz masło shea olej sojowy i kilka ekstraktów. Zapach delikatny i nie męczący, co w upały jest bardzo wskazane. Generalnie, masło TBS darzę wielką miłością i gorąco polecam, choć zdaję sobie sprawę, że cena nie każdego zachęca do zakupu.

Nacomi Bioaktywny peeling kokosowy. Uwielbiam peelingi cukrowe, choć zdaję sobie sprawę z dobroczynnych właściwości peelingów kawowych. Jedną z wielkich miłości tego lata, poza peelingiem z MDM, o którym pisałam TU, jest Bioaktywny peeling kokosowy marki Nacomi. W 100% naturalny skład, który opiera się na oleju ze słodkich migdałów oraz oleju kokosowym, działa na skórę odżywczo i nawilżająco. Cząsteczki cukru oraz wiórki kokosowe skutecznie cerę peelingują, pozostawiając ją gładką i jędrną. A ten zapach, cudo! Pachnie jak cukierki Rafaello, więc mam nieopartą chęć zjedzenia tego kosmetyku. Zważywszy na skład, nie byłoby to niebezpieczne dla naszego zdrowia. Peeling starcza na dość długo, więc mimo dość wysokiej ceny za tak małe opakowanie, jest to zakup jak najbardziej opłacalny.
D&G 3 L’Impératrice. Kupiłam ten zapach w maju i od tej pory używam go regularnie. Piękny owocowo-kwiatowy zapach, który jest dobrze wyważony, nie jest ani zbyt słodki ani zbyt orzeźwiający. Jest kobiecy, elegancki, ale bez przesady. Ma w sobie dużo kokieterii, lekkości i powabu. Jednocześnie nie jest zbyt infantylny, by nie pasował kobietom 35+. Trwałość jest średnia, może nie wytrzyma całego dnia, ale dobre 6-7 godzin na pewno da radę utrzymać się na skórze. W ostatnim wpisie zdradzałam fajny trick na lepszą trwałość perfum. Odsyłam Was TU.

ChocoLatte Bławatkowy Shake do demakijażu. Dwufazowy płyn do demakijażu na bazie hydrolatu bławatkowego. Delikatny dla oczu, ale bezlitosny dla makijażu. Z moim codziennym makijażem, czyli kreską, żelem do brwi i maskarą radzi sobie bez zarzutu. Nie pozostawia mgły, ale z powodu tłustej składnikowej Shake’u i tak zawsze sięgam po płyn micelarny czy tonik. Naturalny skład jak najbardziej zachęca do zakupu, choć uprzedzam, że jest to kosmetyk małej rosyjskiej manufaktury, która robi cudowne naturalne kosmetyki do pielęgnacji.
Jeśli znacie któryś z polecanych tu kosmetyków, to napiszcie w komentarzach, jak się u Was sprawdził. Jestem ciekawa, czy mamy podobne upodobania kosmetyczne czy raczej kochamy się w różnych mazidłach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Stazyjka , Blogger