18:04

Zużycia #6: L’Occitaine, Clinique, Yope, GlamGlow.


Przez cały lipiec jedynym zakupem kosmetycznym była maseczka do twarzy Selfie Project oraz płatki pod oczy Biotaniqe. Byłam dzielna, nie skusiłam się na żadne promocje i zawzięcie zużywałam zapasy. I znowu kilkanaście pustych opakowań powędrowało do kosza, a dla Was powstało kilkanaście krótkich recenzji, na które zapraszam.


Twarz:
Delia Cosmetics Płyn dwufazowy do demakijażu. Już pisałam o nim na moim Facebooku (klik). Okropny kosmetyk, który zamiast usuwania makijażu rozmazywał go po całej twarzy. Do tego podrażniał oczy i był niewydajny. Nikomu nie polecam, bo jest mnóstwo bardzo dobrych płynów micelarnych, mleczek do twarzy czy płynów dwufazowych, które faktycznie usuwają makijaż, a nie rozmazują maskarę po całej twarzy. I tu nie chodzi o makijaż wodoodporny, tylko taki najzwyczajniejszy w świecie.

Clinique Pep-Start matujący krem do twarzy. Bardzo polubiłam ten krem, bo dobrze nawilżał cerę, nieco matowił i tak jakby wyrównywał strukturę, przez co idealnie nadawał się pod makijaż. Pełną recenzję znajdziecie niżej, a ja się zastanawiam nad zakupem pełnowymiarowego opakowania.
Mazidła Ekologiczny hydrolat z róży damasceńskiej. Używałam go głównie do rozrabiania glinek i maseczek algowych. Powiem szczerze, poza nawilżeniem i odświeżeniem cery, nie zauważyłam żadnych innych efektów. W upalne dni świetnie spisywał się rozpylany na twarz i dekolt, oraz używałam go do porannego odświeżenia cery. Zapach róży nie był jakiś bardzo przytłaczający, więc nawet takie osoby jak ja, które nie przepadają za różanym zapachem kosmetyków będą w stanie używać go.
Clinique Pep-Start krem pod oczy. Od momentu publikacji recenzji moje zdanie na temat tego kremu nie zmieniło się. Tak samo delikatnie szczypał w okolicy oczu, dawał lekkie nawilżenie. Ale szału nie ma, więc nie polecam i sama po pełnowymiarowe opakowanie nie sięgnę.
Palmer’s Purifying Mask. Maska na bazie zielonej glinki, która ma za zadanie oczyszczać skórę z zanieczyszczeń i toksyn oraz nawilżać, koić i łagodzić podrażnienia. Jak każda maska na bazie glinki, ta również dobrze oczyszczała cerę oraz zwężała pory. Nie zauważyłam, by nawilżała, bo w przypadku glinek często przez nieuwagę można cerę wysuszyć. Nie był to jakiś fenomenalny produkt, więc pozostanę przy tradycyjnych glinkach, bo działanie jest takie same a cena znacznie niższa.

GlamGlow maska złuszczająca Youthmud. Maska na bazie glinki, która bardzo dobrze oczyszcza cerę, nie pozwala rozwinąć się pryszczom, nawet jak już zaczęły „kiełkować” nam na buzi. Do tego kosmetyk matowił cerę, zwężał pory, przez co stał się idealną maską przed ważnym wydarzeniem, bo makijaż trzymał się znacznie dłużej.
Nacomi Professional Face Mask. Maska, do której mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony lubię maski algowe, bo fajnie cerę nawilżają i uspokajają.No i uwielbiam ściągać te wielkie gumowaty płaty. Z drugiej strony maska poza nawilżeniem nie robi nic. Miałam wersję przeciwzmarszczkową, a kupiłam ją w celu zwalczenia zmarszczki poziomej na czole. Nie jedna blogerka polecała do tego celu właśnie tą maseczkę. Kilkutygodniowa terapia, a efektu zero. Wzbogacałam maskę hydrolatem, olejkiem i kwasem hialuronowym (nie wszystkim naraz, tylko wybierałam różne kombinacje) i nic. Żadnej poprawy. Nawet jeśli w przyszłości skusze się na jakieś maseczki algowe, to będę je traktować tylko jako dobry kosmetyk nawilżający.
Lirene Peeling enzymatycny. Na mojej skórze działanie peelingu sprowadza się do szczypania. Koniec. Innych efektów nie widzę i teraz się zastanawiam, czy to ja słabe maski wybieram, czy moja cera jest tak oporna na ich działanie? Ciężko mi jest wypowiedzieć się na temat tego produktu, bo znam sporo osób, które są zakochane w tych maseczkach.
Ciało:

Zimowe Naturalne mydło w płynie. Z jednej strony bardzo lubię te mydła, bo mają przyjazne naturalne składy, piękne zapachy i skuteczne działanie. Z drugiej strony cena do najniższych nie należy, a wydajność jest bardzo taka sobie. Generalnie, jak budżet Wam pozwala, to polecam kupić, ale sama nie przerzucę się  na te mydła w 100%. Może raz na jakiś czas, ale na stałe, to raczej nie.
Alverde Olejek do ciała z Migdałem i Arganem. Kosmetyk, który okazał się wielofunkcyjnym cudem. Nadawał się do olejowania włosów, do demakijażu (zostawała po nim delikatna mgła na oczach, ale nie było aż tak źle) oraz jako olejek do ciała. Choć tu warto zaznaczyć, że brudził ubrania i ręczniki, więc trzeba było na niego uważać. Z tego tylko względu nie sięgnę po kolejne opakowanie, bo znam lepsze olejki do ciała.
Savonry glicerynowe mydło z ekstraktem brzoskwini. Organiczne mydło glicerynowe o obłędnym, bardzo naturalnym zapachu dojrzałej brzoskwini. Domywa wszelkie trwałe podkłady czy swatche pomadek z dłoni, nie wysusza rąk. Czasem używam go także pod prysznicem, i nie wysusza skóry, dobrze się pieni, a zapach utrzymuje się na cele jeszcze przez kilka godzin.

Eveline Cosmetics ExtraSoft SOS Multiregenerująco mleczko do ciała. Kosmetyk, który naprawdę dobrze skórę nawilża, szybko się wchłania, nie brudzi ubrań i ma delikatny kremowy zapach. Skład jest dość bogaty, bo już na początku znajdziemy olej sojowy, mocznik, olej makadamia, kwas hialuronowy oraz masło shea. Do tego wygodne duże opakowanie z pompą oraz niska cena, czego chcieć więcej?
Inne:

Calypso Gąbki do demakijażu. Moje już chyba 3 opakowanie. Uwielbiam je do usuwania maseczek oraz czasem używam przy demakijażu szczególnie trwałych podkładów. Mam już kolejne opakowanie w użyciu, więc to chyba najlepszy wyznacznik czy warto po nie sięgnąć ;)
L’Occitane Shampooning Shampoo 5 essential oils. Dobry szampon z SLS, który głęboko oczyszcza skalp, ale jednocześnie nie przesusza skóry oraz nie wysusza włosów. Jeśli by nie jego zaporowa cena, to pewnie skusiłabym się na pełnowymiarowe opakowanie.
Gąbeczka do makijażu For Your Beauty. Bardzo chwaliłam i polecałam rossmannowskie gąbeczki do demakijażu, ale oni chyba coś zepsuli w składzie tego tworzywa. Jest ono bardzo delikatne, kruszy się i pęka już po kilku myciach. Co najgorsze, pozostawia na cerze malusieńkie różowe drobinki, które można usunąć z twarzy tylko w raz z podkładem. Wyrzucam moją gąbkę po ok. 2-3 tygodniach męczarni, więc z taką trwałością Beauty Blender bardzo się opłaca kupić, niż gąbeczkę z Rossmanna.
Jeśli znacie jakieś dobre peelingi enzymatyczne, to dajcie namiar. Albo toniki złuszczające, bo już trzeba na jesień rozglądać się :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Stazyjka , Blogger