18:51

Zużycia 2018 #4: Resibo, Make Me Bio, Lavera, Marc Jacobs.

Maj okazał się bardzo udanym miesiącem pod względem zużycia kosmetyków. Starałam się być konsekwentna i regularnie sięgać po balsamy do ciała, kremy do rąk, maseczki oraz pielęgnację cery. Mam nadzieję, że w czerwcu będzie jeszcze lepiej.


Włosy:
Seboradin Szampon do włosów z łupieżem. Rozpisywałam się już o nim w Kosmetycznych hitach wiosny. Kosmetyk, który faktycznie pomoże usunąć łupież, o ile problem nie jest spowodowany poważniejszymi zaburzeniami dermatologicznymi. Bardzo wydajny, nie plątał i nie wysuszał włosów na długości. Bardzo polecam i pewnie jeszcze do niego będę wracać w ramach profilaktyki.
Garnier Fructis Oil Repair 3. Odżywka, która spokojnie może zastępować nam maskę. Gęsta kremowa konsystencja, która głęboko odżywia nasze włosy. Minimalizuje puszenie się, dociąża końcówki. Włosy wyglądają na zdrowsze i zadbane. W składzie znajdziemy olej kokosowy, oliwę z oliwek, olej z awokado oraz masło shea (karité). Generalnie skład nie jest najlepszy, ale skoro kosmetyk dobrze działa, to przymykam oko na pewne niedociągnięcia, choć dzieje się tak do pewnych granic rozsądku. Polecam tą odżywkę posiadaczkom włosów wysoko- i średnioporowatych.
Nacomi Olej z pestek bawełny. Idealny olej do włosów wysoko- i średnioporowatych. Używałam go jako serum na końcówki, także do olejowania na mokro a czasem wzbogacałam nim maskę bananową z Kallos. Co tu dużo pisać, sprawdził równie dobrze, jak mój odwieczny ulubieniec, czyli olej z pestek moreli. Tak samo dobrze dociążają włosy, dbają o końcówki, zapobiegają uszkodzeniom włosa. Gorąco polecam oba te oleje :)

Ciało:
BiТЭКС Żel pod prysznic o zapachu poziomki i wanilii. Uwielbiam smak i zapach poziomek, bardzo ubolewam, że ten zapach nie jest rozpowszechniony w kosmetykach. Żel pod prysznic ma gęstą kremową konsystencję, która pozwala długo cieszyć się tym produktem. Kremowa piana nie wysusza, jest delikatna dla skóry, więc spustoszeń nam nie zrobi. A ten zapach! Jest cudowny, świeży, owocowy, nie wyrywa z butów, ale też nie znika po paru minutach. Cudny kosmetyk za niewielkie pieniądze.
Antyperspirant Dove Invisible. Potwornie duszący kosmetyk, który w małej łazience usiłuje Was zabić. Zapach jest mega intensywny, a mgiełka kosmetyku próbuje zatkać nie tylko Wasze gruczoły potowe, ale także nosogardziel. Działanie jest całkiem w porządku, niestety, ten duszący aromat jest nie do wytrzymania, więc nie polecam tego kosmetyku. Bo pełno jest równie skutecznych, ale mniej trujących antyperspirantów.
Yves Rocher krem do rąk. Kosmetyk bez szału, skład pozostawia sporo do życzenia, działanie też nie fenomenalne. Dobrze nawilża, nie pozostawia tłustej warstwy. Jest też dość wydajny i ma ładny, jeżynowy zapach. Zdecydowanie bardziej wolę kremy Yves Rocher w aluminiowych tubkach, więc do tego gagatka nie wrócę i na kolejne kremu z edycji zimowych nie sięgnę.

Twarz:
Puder myjący Make Me Bio. Znalazł się wśród ulubieńców do pielęgnacji twarzy. Szczególnie dobrze spisywał się w ciepłe dni, bo delikatnie usuwał sebum i zanieczyszczenia, nie powodując przesuszenia skóry. Gorąco polecam każdej posiadaczce cery tłustej i mieszanej.
Lavera Mleczko oczyszczające bio z olejkiem migdałowym. Kolejny świetny kosmetyk do pielęgnacji cery tłustej. Idealnie nadaje się do porannego oczyszczania skóry. Był delikatny, nie podrażniał oczu, a jednocześnie bardzo skuteczny. Mam nadzieję, że jeszcze do niego wrócę.
Resibo Krem ultranawilżający. Jeden z najbardziej kontro wersyjnych kosmetyków jaki kiedykolwiek miałam. Ma dość treściwą konsystencję, która na suche skórze absolutnie nie chce się rozprowadzać. Cera powinna być porządnie stonizowana a i to nie gwarantuje, że krem wchłonie się w stu procentach. Mimo to kosmetyk bardzo dobrze nawilża cerę, jeśli się dobrze wchłonie, to makijaż na nim trzyma się bez żadnego problemu. Wydajność też oceniam na duży plus. Mimo wszystko nie mogę nikomu polecić ten krem, bo nie byłam w pełni z niego zadowolona i nie planuję ponownego zakupu.
Sylveco Hibiskusowy tonik do twarzy. Tonik o lekko żelowej konsystencji nie zdarza się zbyt często, więc jeśli potrzebujecie mocniejszego nawilżenia i stonizowania cery, to koniecznie polecam zakup tego kosmetyku. Super sprawdza się do wykonania okładów. Kolejnym plusem jest naturalny skład, więc mam pewność, że nasza cera wchłania tylko korzystne składniki. Do tego dochodzi niska cena, dobra wydajność, no i wspieramy polskiego producenta.
Ava Laboratorium Serum z witaminą C. Kosmetyki z witaminą C są niezbędne w pielęgnacji cery, niestety ja efektu ich działania na sobie nie odczułam. Serum marki Ava Laboratorium nie pomógł w wyrównaniu kolorytu cery, nie zmniejszył wydzielanie sebum i nie pomógł w ogarnięciu kapryśnej tłustej cery. Jedyne działanie, które można było zaobserwować, to nawilżenie cery, bo krem zaaplikowany na serum faktycznie lepiej się wchłaniało i oddziaływało na skórę.

Makijaż:
Relouis Puszyste Rzęsy Maskara z olejkiem różanym. Jedna z moich ulubionych maskar, także ją bardzo sobie chwali Aneta (CosmetiCosmos.pl). Klasyczna silikonowa szczoteczka idealnie rozdziela rzęski, nadaje objętości, wydłuża i delikatnie podkręca. Nie odbija się na górnej powiece i dobry płyn do demakijażu łatwo sobie z nim poradzi (ja ostatnio ciągle trafiam na bubli). Długo pozostaje świeży, więc ja malowałam nim rzęski przez ok. 5 miesięcy. Zważywszy na cenę, uważam, że jest to prawdziwa perełka wśród tuszy do rzęs.

Zapachy:
Marc Jacobs Daisy Dream. Lekki kwiatowo owocowy aromat, na który składają się nuty czerwonego grejpfruta, truskawek, liści fiołku, gardenii, jaśminu, fiołka, piżma, nuty drzewa i wanilii. Niestety, był to zapach bardzo nietrwały, trzymał się na skórze góra 4 godziny, przy czym był bardzo delikatny i wyczuwalny dopiero przy bezpośrednim zbliżeniu nosa do spryskanych partii ciała. Niestety nie mogę polecić tego aromatu, choć opakowanie i cała kompozycja zapachowa bardzo przypadła mi do gustu.
Świeca M.of D.W. Pumpkin Rum. Piękny korzenno dyniowy zapach z lekką alkoholową nutką. Wyczuwamy tu przede wszystkim pieczoną, lekko słodkawą dynię wymieszaną z przyprawami. Chyba jest tam cynamon, gałka muszkatołowa, goździki i coś jeszcze dodającego gorzkości i korzenności. Fajna odskocznia od nieco już przynudzających świec Yankee Candle. Świeca paliła się do ścianek bez pomocy illumy, zapach był dość intensywny, ale nie wyrywał z butów i nie powodował mdłości. Do zdobycia w TK Max za małe pieniążki, więc warto się skusić :)
Yankee Candle Cherry Blossom. Delikatny kwiatowy zapach, który bardzo polubiłam i używałam namiętnie przez cały maj. Delikatny zapach kwiatów wiśni przełamany bergamotką i drzewem sandałowym. Kobiecy, otulający, słodki. Już widzę ten piękny jasno różowy wosk w jasnej kobiecej sypialni. Otwarte okno, wiatr delikatnie przebiera białe długie firany, na toaletce kobiece bibeloty. Pełen spokój, delikatność i harmonia. Właśnie taki jest zapach Cherry Blossom.
Yankee Candle Pineapple Cilantro. Zapach słodki, soczysty i poprawiający humor. Aromat lekki i świeży, nie ma mowy o duszących, odurzających nutach. Słodkie ananasy przełamane rześką kolendrą. Podobno w tle jest zapach cytrusów i kokosa, i jeśli te cytrusy delikatnie można wyczuć, to kokosa nie wywąchałam w żadnym wypadku. Zapach w sam raz na lato, więc gorąco Wam go polecam.

Próbki:
Balsam do ciała Indigo. Już nie raz pisałam Wam, jak lubię te balsamy za świetne działanie, szybkie wchłanianie się i boskie zapachy. Zawsze na wyjazdy zabieram próbki tego kosmetyku, bo naprawdę spełnia wszelkie moje oczekiwania.
Kiehl’s Ultra Facial Toner i Ultra Facial Cleanser. Powiem szczerze, że bardzo mnie zainteresował ten żel do mycia twarzy. Nie wysuszył skóry, domył resztki makijażu, dobrze się pienił i okazał się dość wydajny. Skóra po jego użyciu nie była wysuszona i ściągnięta, więc chyba się skuszę na pełnowymiarowe opakowanie. Tonik niczym nie wyróżnia się od tych tańszych, więc nie widzę sensu przepłacać. Choć przyznam, że dobrze tonizował i przygotowywał skórę na aplikację kremu.
Lirene Serum z witaminą C. Nie zauważyłam żadnego efektu po tym serum, jedynie krem po nim lepiej się wchłaniał i skóra była bardziej nawilżona. Może po użyciu całego opakowanie i jest efekt wyrównania kolorytu skóry i zmniejszenie przebarwień, ale ja czegoś takiego nie zauważyłam. I chyba nie przekonałam się do tego produktu.
The Skin Rapha The Skin Rapha Cream. Krem do twarzy, który dobrze nawilżał cerę, łatwo się aplikował, szybko się wchłaniał i nadawał się pod makijaż. Ale z butów mnie nie wyrwało, więc nie jestem skuszona na zakup pełnowymiarowego opakowania. Nie zaiskrzyło między nami, więc to była jednorazowa randka.
Tołpa Dermo Face Physio Płyn micelarny w chusteczce. Pierwszy raz spotkałam tak dobrze nasączone chusteczki do demakijażu. Świetnie usuwają makijaż, jednej sztuki starcza by uporać się z podkładem MAC Pro Longwear, pudrem, bronzerem i makijażem oka. Oczywiście potrzebne jest także mycie twarzy żelem, ale chodzi tu o domycie twarzy, a nie usuwaniu makijażu od podstaw. Na pewno będę zabierać te chusteczki ze sobą na wszelkie wyjazdy, bo oszczędzają sporo miejsca, a są skuteczniejsze od niektórych miceli.

Ufff, dobrnęłam do końca. Opornie mi idzie pisanie Denek, więc zastanawiam się, czy warto kontynuować tą serię wpisów. Może lepiej pokazywać zużyte kosmetyki częściej niż raz w miesiącu, np. w ramach Niedzielnika? Jak Wam się podoba taki pomysł? Czy wolicie comiesięczne obszerne Denka?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Stazyjka , Blogger