17:12

Kosmetyczne hity wiosny: co sprawdza się w mrozy i upały.


Przez ostatnie dwa miesiące pogoda zmieniła się dość radykalnie. Jeszcze na Wielkanoc było ledwie kilka stopni na plusie, a maj żegnaliśmy w istnie letniej upalnej scenerii. Moja pielęgnacja cery jest w dużym stopniu zależna od pogody. W chłodniejsze dni jest bardziej nieobliczalna i może być odwodniona, przetłuszczająca się oraz bardzo podatna na zapychanie. W ciepłe dni raczej potrzebuje odświeżenia za pomocą toników, okładów i maseczek w płachcie oraz porządnej dawki nawilżenia No i filtry. Ciało i włosy mniej reagują na zmiany temperatury za oknem, więc pod tym względem mam stałych ulubieńców.

Peeling śliwkowy Ministerstwo Dobrego Mydła. Używam ten peeling od marca i ciągle jestem w nim zakochana. Genialny skład, w którym nie znajdziemy ani jednego niepożądanego składnika, same dobroci. Do tego działanie: kosmetyk faktycznie usuwa martwy naskórek, pobudza krążenie i ujędrnia skórę. Dodatkowo, zawarte w peelingu oleje głęboko nawilżają i odżywiają skórę, już nie potrzebujemy ani balsamu ani tym bardziej masła do ciała. Ogromne opakowanie starczy na wieki, już niewielka ilość peelingu jest w stanie wypielęgnować całe nasze ciało. Ja przez te trzy miesiące zużyłam 1/3 opakowania, co prawda sięgam po peeling raz w tygodniu. W przeliczeniu cena/wydajność/działanie/skład lepszego kosmetyku w danej kategorii ciężko będzie znaleźć. 

Szampon do włosów z łupieżem Seboradin. Chyba pierwszy szampon, który spełnia wszelkie oczekiwania oraz obietnice producenta. Po „wielkich mrozach” pod koniec lutego moja skóra głowy podziękowała za taką pogodę i stwierdziła, że mnie opuszcza. Tak dużego i nasilonego suchego łupieżu w życiu nie miałam. Żadne dotychczas stosowane metody się nie sprawdziły. Czytałam mnóstwo pozytywnych opinii na temat szamponu Seboradin i zdecydowałam, że jeszcze go przetestuję zanim udam się do dermatologa. I o cudo! Po ok. tygodniu skóra głowy wróciła do normy. Włosy mogłam myć już nie co drugi, a co trzeci czwarty dzień. Do tego włosy były gładkie, błyszczące, odbite od nasady, nie plątały się i nie były wysuszone na długości. Muszę odznaczyć też wysoką wydajność szamponu, bo opakowania 200 ml wystarczyło nam z Panem Mężem na nieco ponad dwa miesiące.

Pomadki amerykańskiej firmy MAC już długo znajdowały się na mojej liście zakupowej. Jako pierwsza w moje ręce trafiła kultowa pomadka Modesty w wykończeniu CreameShine. Idealny neutralny nudiak, który ma w sobie ciepłe brązowe tony które nie wpadają w rudość. Odcień idealnie spisze się jak u blondynek jak i brunetek. Obawiam się, że może być nieco za ciemny u totalnych bladziochów, ale i tak warto próbować, bo może akurat w tej kwestii się mylę. Odcień jest na tyle uniwersalny, że nosiłam ją w zimie, a teraz w upały też pasuje do mojego bardzo minimalistycznego makijażu. Pomadka ma bardzo dobrą pigmentację, więc już jedna warstwa w pełni nam wystarcza. Ze względu na kremowe wykończenie, jest ona bardzo wygodna w noszeniu. Nie wysusza ust, nawet delikatnie je nawilża. Trwałość też jest zadowalająca, bo bez jedzenia trzyma się przez dobre 4-5 godzin. U mnie tyle wytrzymują niektóre matowe pomadki, więc od kremowej konsystencji nie ma co oczekiwać cudów. Warto się skusić na pomadki MAC, bo kolorów jest mnóstwo, a i promocje zdarzają się nie tak rzadko.

Ostatni kosmetyk to nowość w mojej kosmetyczce, ale bez niego już nie wyobrażam sobie przetrwania w upalne dni. Jest to Tonik łagodzący Cossi Fuleren. Nowość na rynku, która na pewno stanie się hitem. O magicznej cząsteczce pod nazwą fuleren napiszę przy okazji recenzji produktów marki. Dzisiaj jedynie skupie się na toniku, bo jako mgiełka odświeżająco nawilżająca spisuje się cudownie. Skład jest oparty o  dzięki czemu koi podrażnioną słońcem skórę, nawilża oraz zmniejsza wydzielanie sebum. Atomizer bardzo delikatnie rozprowadza kosmetyk, to faktycznie jest lekka chmurka na naszej skórze. Z powodzeniem zastąpi wodę termalną, więc kosmetyk 2w1 zawsze jest mile widziany w naszej kosmetyczce.

Jestem typem testera, ciągle chcę poznać nowości lub na sobie przetestować blogowe hity. Raczej nie przywiązuje się do konkretnych kosmetyków. A jakim typem jesteś Ty: „testerem” czy „purytaninem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Stazyjka , Blogger