10:48

Jak nie zostać bezdomnym? Wynajmowanie mieszkania od oszusta, nasza historia.


Apeluję do WWF, aby wpisały do Listy Gatunków Zagrożonych wymarcie osoby uczciwe! I to nie żart, co raz rzadziej spotykam ludzi, którzy potrafią dotrzymać słowa, nie oszukują, nie próbują naciągać na niemałe kwoty pieniężne, a wszelkie twoje protesty zbywają standardowym: „Nie znasz się, więc zamknij się, bo nie masz prawa się odzywać”.

We wrześniu 2016 roku postanowiliśmy się wyprowadzić z akademika i wynająć mieszkanie. Jedyne ale, musieliśmy zostać zameldowani czasowo w wynajmowanym mieszkaniu. Nie każdy chciał się na to zgodzić, więc i wybór mieliśmy ograniczony. W końcu trafiliśmy na mieszkanie, które nas satysfakcjonowało pod względem lokalizacji, kosztów najmu, stanu samego mieszkania. I mogliśmy się tam zameldować.
Podpisaliśmy umowę bez potwierdzenia notarialnego, wpłaciliśmy kaucję oraz kwotę najmu. I oto mieszkamy „na swoim”. Radość trwała dość krótko, bo gdy poprosiliśmy o zameldowanie, to zaczęły się jakieś dziwne zachowania ze strony właściciela. Otóż okazał się tylko synem właściciela i nie może nas zameldować w tym mieszkaniu. Zaczęły się kombinowania, wyjaśnienia też za każdym razem były inne. W końcu Pan łaskawie nas zameldował w innym mieszkaniu, które też wynajmuje, a którego jest pełnym właścicielem. Do tego doszło oddawanie pieniędzy za wynajem do ręki, a wszelkie nasze prośby o pokwitowanie były zbywane słowami typu: „Nikt tego nie praktykuje. W Polsce tak się nie robi” (do tych kwestii jeszcze wrócę). Już mi ta sprawa zaczęła „śmierdzieć”, ale głupia, naiwna, prawa nie znająca, milczałam. Aż przyszedł okres rozliczeniowy ze spółdzielnią za okres grzewczy.

Zaczęło się ściemnianie z wysokością opłat za media, a wszelkie moje pytania były zbywane frazesami typu: „Nie jesteś z Polski, więc się nie znasz”. To jest równie absurdalny argument jak to, że jeśli nie jesteś z Włoch, to nie możesz ugotować sobie makaron. Bo się nie znasz i na pewno zepsujesz. A czytanie ze zrozumieniem oraz zadawanie pytań od czego są? 
Nawet fakt, że moja znajoma jest właścicielką dokładnie takiego samego mieszkania jak nasze, tylko położonego kilka pięter niżej nic nie dał. Ona dokładnie nam wytłumaczyła jak są rozliczane media w naszej SM, że pod koniec roku wszyscy dostali rozliczenie za prąd i zwroty według zużycia, tylko my nic. I na wszelkie moje uwagi właściciel odpowiadał, że koleżanka kłamie, ja źle zrozumiałam i że skoro nie urodziłam się w Polsce, to nie mogę wiedzieć jak tu wszystko wygląda. To główny argument: "Nie jesteś stąd, więc skąd możesz wiedzieć jak powinno być?" 

Fakt, że wytrzymaliśmy w tym mieszkaniu niemal dwa lata widząc wszelkie te przekręty jest całkowicie naszą winą. Trzeba było na samym początku pakować się i szukać innego mieszkania. Ale nikt nie gwarantuje, że trafilibyśmy na uczciwych ludzi. Ostatnią kroplą, która przelała czarę goryczy był przekręt z umową. Okazało się, że umowa jest sporządzona nie na mieszkanie, które faktycznie wynajmujemy, ale na to drugie. Musiałam składać dokumenty do urzędu, a takie nieścisłości (zameldowanie i umowa na jedno mieszkanie, a mieszkamy w innym) mogły mi grozić karą grzywny oraz odmową w nadaniu obywatelstwa. Ja takich kłopotów nie chciałam, więc poprosiłam właściciela o podpisanie nowej umowy na adres mieszkania, które faktycznie wynajmujemy i za które regularnie płacimy nie małe pieniądze. Po burzliwej rozmowie właściciel się zgodził, ja nieświadoma swojej głupoty oddałam mu starą umowę do przerobienia.
Po kilku dniach Pan Mąż zadzwonił z pytaniem kiedy dostaniemy nową umową, usłyszał odpowiedź, że nie dostaniemy i jak nam się nie podoba, to możemy się wyprowadzać. Żadne argumenty i prośby do właściciela nie docierały. Jedyne co nam zostało to się wyprowadzać. I nie ważne, że płaciliśmy terminowo, nie mieliśmy problemów z sąsiadami, spółdzielnią czy strażą miejską, wynocha i tyle! 

Sytuacja wygląda następująco: za miesiąc mamy się wyprowadzić, nie mamy umowy, więc teoretycznie nie mamy nic do gadania. Równie dobrze może nie zwrócić nam kaucji. Z całej umowy dostaliśmy jedynie kopię ostatnich trzech stron z listą mebli i sprzętu jakie znajdowało się w mieszkaniu przy wprowadzaniu się do mieszkania. Ale wszelkie daty, dane osobowe właściciela, adres mieszkania są usunięte z kopii. Jestem pewna, że właściciel nie płacił podatku z tytułu wynajmowania mieszkania, ale ewidentnie zrobił wszystko, byśmy nie mieli dowodów przeciwko niemu. Sytuacja trudna i nie wiem do końca co mam robić i gdzie szukać sprawiedliwości. Nie sądzę, by cwaniactwo, przekręty, okłamywanie nas i nie płacenie podatków miało zostać niekaralne.

Jedyne co mogę, to uprzedzić innych przed takimi ludźmi. Zawsze, ale to zawsze dokładnie sprawdzajcie umowę najmu, a lepiej zatwierdźcie ją u notariusza. Nie godźcie się na żadne przekręty, tłumaczenia się pokroju: „Nie dostaniecie kopii rozliczenia, bo zapomniałem/ zgubiłem oryginał. A tak naprawdę, to Wam taka kopia rozliczenia nie przysługuje, tylko właścicielowi”. Nie dawajcie sobie wchodzić na głowę, bo jak raz odpuścicie, to końca temu nie będzie. Prawda jest taka, że prawo chroni właściciela, choć często można przeczytać, że to właśnie najemcy są złem wcielonym. Miejcie wszystko na papierze, sprawdzajcie swoje prawa, bo nie raz usłyszycie, że nie macie do czegoś prawa!
Polak mądry po szkodzie. Teraz wiem, że tylko moja głupota i naiwność spowodowały, że jesteśmy w takiej, a nie innej sytuacji. Może ktoś z Czytelników jest prawnikiem i podpowie w komentarzu jak można się zabezpieczyć przed nieuczciwością wynajmującego nam mieszkanie. Bo z takim zachowaniem trzeba walczyć, tylko jeszcze nie wiem jak…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Stazyjka , Blogger