18:39

Zakupy pod wpływem blogów, cz.1.


Nikogo pewnie nie zdziwię, jeśli powiem, że większość moich kosmetyków kupiłam pod wpływem przeczytanych recenzji blogowych. Rzadko kiedy sama decyduje się na zakup jakiegoś produkty, dzieje się tak głównie z kosmetykami białoruskimi, gdy po prostu jakaś nowość mnie bardzo zaciekawiła. W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam pierwszą szóstkę, ale zapewniam, że na blogu pojawią się jeszcze minimum dwie części :) Zapraszam dalej!

Sephora Wonderful Cushion. Kupiony pod wpływem pozytywnych opinii na Youtube. Najbardziej zaintrygowała mnie nowość, że dany kosmetyk jest robiony na tej samej linii produkcyjnej co słynny cushion z Lancome. Różnica jedynie w opakowaniu i cenie. I jak tu się nie skusić? Osobiście oceniam Wonderful Cushion na 4+. Bogata gama kolorów, trwałe opakowanie. Sam podkład ładnie stapiał się z cerą, wyrównywał koloryt i wyglądał bardzo naturalnie. Jeśli chodzi o trwałość, to na mojej tłustej cerze była średnia, przypudrowany trzymał się w stanie nienaruszonym przez ok. 4 godziny. Ale jest to cushion, czyli z założenia kosmetyk lekki, przeznaczony raczej dla skóry normalnej i właśnie osobom z taką cerą serdecznie polecam dany kosmetyk :)

Kobo Matt Bronzing & Contouring Powder. Od momenty pojawienia się w drogeriach stał się hitem nr 1 w blogosferze. Idealne chłodne odcienie, super pigmentacja (nie wprawiona ręka na początku z nim się nie polubi), niesamowita trwałość i to wszystko w niskiej cenie! Jak można go nie kochać? Używam tego bronzera przez dwa lata a zużycia nie widać. Co prawda sięgam po niego jedynie w okresie jesienno-zimowym, bo na opalonej cerze wygląda nieco dziwnie. Warto zaznaczyć, że bronzer nie jest w 100% matowy lecz lekko satynowy. Dobrym rozwiązaniem jest przypudrowanie go pudrem transparentnym. Wygląda wtedy całkiem naturalnie, taki prawdziwy cień na policzku.

Catrice HD Liquid Coverage. Hit 2017 roku. Najbardziej pożądany podkład, najlepszy drogeryjny produkt tego typu. Jak prawdziwa blogerka mogła ominąć to cudo? Na początku też byłam w nim zakochana, ale następnie stan mojej cery się pogorszył, więc i podkład przestał się sprawdzać. Ale o wszystkim po kolei. Podkład o lekkiej, nieco wodnistej konsystencji, zamknięty w szklanej buteleczce z pipetą, łatwo rozprowadza się na skórze. Jest niezauważalny na cerze, pięknie wyrównuje jej koloryt oraz kryje drobne niedoskonałości. Delikatnie oksyduje, więc trzeba mieć to na uwadze przy doborze koloru. Z tym akurat problemy nie ma, bo gama kolorystyczna jest przemyślana i każda znajdzie coś dla siebie. Niestety, gdy moja skóra znowu zrobiła się tłusta, to nawet dobrze przypudrowany, podkład ten nie chciał utrzymywać się dłużej niż 4-5 godzin. W moim odczuciu, jest to kosmetyk dedykowany cerom mieszanej i normalnej. I dziewczyny z taką cerą na pewno powinny go przetestować.
Bourjois Rouge Edittion Velvet. Gdy pomadki o matowym wykończeniu dopiero wkraczały na rynek, produkty Bourjois z serii Rouge Edittion Velvet stały się odkryciem i strzałem w dziesiątkę. Piękne kolory, kremowa konsystencja która nie stwarza problemów przy aplikacji,dobra pigmentacja oraz trwałość w granicach 5-6 godzin przy jednoczesnym komforcie w noszeniu. Te wszystkie zalety nie mogły nie powodować tych wszystkich pozytywnych opinii. Ale czas leci i na rynku jest mnóstwo równie dobrych pomadek, ale w niższych cenach lub o jeszcze bardziej trwałej konsystencji. Jeśli jakimś cudem nigdy nie miałaś pomadek Bourjois Rouge Edittion Velvet, to nie widzę powodów by Cię namawiać, ale i odradzać nie będę, bo to dobry kosmetyk. Wspaniały był jakieś dwa-trzy lata temu, gdy nie miał takiej ostrej konkurencji wśród płynnych matowych pomadek do ust.

Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick. Nr 1 wśród płynnych matowych pomadek do ust. Gama kolorystyczna jest przeogromna, na polskiej stronie dostępnych jest 29 odcieni, choć w zagranicznych internetowych znalazłam ofertę 37 kolorów. Za niewielkie pieniądze dostajemy produkt niemal doskonały. Niesamowita pigmentacja, łatwa aplikacja, trwałość na ustach przez ok. 8 godzin z jedzeniem i piciem a jednocześnie pomadka nie ściąga i nie wysusza ust. Nie wiem co tu jeszcze dodać! Tylko to, że jeśli jeszcze nie masz swojej kolekcji tych pomadek, to najwyższa pora to zmienić!
Lakiery do paznokci Essie. Wieki temu, gdy na świecie jeszcze nie było lakierów hybrydowych królowały one, kwadratowe buteleczki prosto z USA. Marzenie każdej blogerki i lakieromaniaczki. Ogromna gama kolorystyczna, łatwa aplikacja za pomocą najlepszego pędzelka pod słońcem! Pigmentacja też całkiem dobra, bo nawet przy pastelach można było zadowolić dwoma warstwami. No i ta trwałość! Na mojej tłustej płytce trzymały się minimum 4 dni! Tak, kiedyś lakier, który trzyma się dłużej niż 3-4 dni zaliczał się do trwałych, przez co mega pożądanych! Takie były czasy. Obecnie jestem wierna hybrydom, mimo wszystko nie mam serca pożegnać się z moją małą kolekcją. Służą mi do malowania paznokci u stóp, bo ciągle nie mogę odważyć się na hybrydy. Jeśli z pewnych powodów nie używasz lakierów hybrydowych, to gorąco polecam Ci produkty marki Essie. Na pewno będziesz zadowolona! 

Jakie kosmetyki ostatnio kupiłaś pod wpływem blogów/Youtube’a? U mnie to był puder Laura Mercier i nie żałuję zakupu, choć nie jestem nim w pełni zadowolona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Stazyjka , Blogger