wtorek, 7 listopada 2017

Zużycia października: Sylveco, Equilibra, Bielenda.



W październiku udało mi się znacznie ograniczyć zakupy kosmetyczne. Co prawda zużycia też nie były jakieś spektakularne, ale z tego co widzę, to było sporo kosmetyków do twarzy. Oby dalej bilans kosmetyczny był ujemny, czyli mniej przybywało , a więcej się zużywało!

Włosy:
  • Equilibra Aloe Shampoo. Stał się moim ulubieńcem, bo dobrze oczyszczał skórę głowy, nie wysuszał i ma świetny skład. Do tego był wydajny, bo wystarczył mi na 2,5 miesiąca. Planuję powrót, bo mało jakie szampon tak podpasował moim włosom.
  • Sylveco Wygładzająca odżywka do włosów. Taka sobie odżywka, ani nie wygładzała, ani zbytnio nie nawilżała. Do tego była mało wydajna, bo 300 ml starczyło na jakieś 1,5 miesiąca. Odżywka ma dobry skład, ale to jej jedyny atut.
Twarz:
  • Sylveco Lekki krem brzozowy. Ma mieszane uczucia, bo z jednej strony kosmetyk dobrze nawilżał, z drugiej podejrzewam go o zapychanie. Raz skóra wyglądała idealnie, a następnym razem po użyciu świeciła się i była bardziej podatna na powstawanie wyprysków i zapchanych porów. No i opakowanie, bardzo higiniczne, ale z braku możliwości obserwacji zużycia, mój krem skończył się niespodziewanie i bez żadnej zapowiedzi :)
  • Skin tune maska do twarzy Pierwsza randka. Zawierała w składzie ekstrakt z nasion grabatu, owsa, aloesu oraz pantenol i miała za zadanie oczyścić skórę i zmniejszyć podkórne pryszcze, jeśli takie są. Niestety, nie zauważyłam takiego działanie. Poza standardowym nawilżeniem, delikatnym rozjaśnieniem skóry innych efektów nie zauważyłam. Szału nie ma, ale cena w ok. 5 zł nieco zmniejsza moje niezadowolenie.
  • Bielenda Blue Detox. Pisałam o tej maseczce w poście z bublami. Niemiłosiernie mnie podrażniła, więc maska zamiast poprawiać stan skóry tylko pogarsza sytuację. Nie polecam i gorąco odradzam zakupu!
  • Lirene Peeling enzymatyczny. Używałam go raz w tygodniu i szczerze powiem, że nie zauważyłam żadnego efektu. Nic nie robi: nie rozjaśnia, nie oczyszcza, nie usuwa zrogowaciały naskórek. Szkoda zachodu, więc nie polecam.
  • Sylveco Łagodzący krem pod oczy. Miałam 5 próbek, więc można powiedzieć, że zużyłam niemal całe pełnowymiarowe opakowanie. Fajny lekki krem pod oczy. Nawilża, ale szału nie ma. Odpowiedni dla skóry młodej, niewymagającej ciężkich tłustych kremów. Dla dziwczyn 20-25 lat, będzie w sam raz, reszcie odradzam zakup tego kremu.
  • Próbki kremów Biolaven na dzień i na noc. Krem na dzień okazał się lepki, zapychający i mało nawilżający. Jesli chodzi o krem na noc, to byłam przyjemnie zaskoczona. Dobrze cerę nawilżał i odżywiał, nie pozostawiał lepkiej warstwy, a skóra po nim wyglądała na wypoczętą, gładką i zadbaną. Rano skóra nie błyszczała i nie było przetłuszczona. Zastanawiam się nad zkupem pełnowymiarowego opakowania.
Różności:
  • BIC Miss Soleil. Maszynki do golenia tej marki bardzo mnie rozczarowały. Ostatnio zacięłam się nową maszynką aż w czterech miejscach. Z taką jakością, to nawet zaczęłam wątpić, czy przypadkiem nie jestem owłosionym yeti :)
  • Bomb Cosmetics Urban Rose. Uwielbiam kąpiele w wannie. Szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Więc wszlekiego rodzaju umilacze schodzą na potęgę. Kula o zapachu różu zmiękczała wodę, przyjemnie odprężała swoim aromatem,a w wodzie pływały zasuszone pąki róż! Cudo!!! A dobroczynne olejki delikatnie nawilżały skórę, więc nie było potrzeby się balsamować po wyjściu z wanny.
  • Gąbka do makijażu Yves Rocher. Miękka, bardzo delikatna, ładnie rozprowadzała podkład i mało pochłaniała tego kosmetyku. Domywała się tez bez większego problemu. Leżała nieużywana już dość długo, bo jej stan raczej świadczył o końcu służenia. Warto się skusić, ale moje serce należy do gąbeczek z Rossmanna ;)
Zapachy:
  • Yankee Candle Oud Oasis. Świetny jesienny zapach. Czuć w nim nuty orientalne, bardzo zmysłowe. Mieszanka karmelu, drewna, może nawet miodu. Gorąco polecam ten zapach na osłodę ponurych jesiennych wieczorów.
  • Kringle Autumn Rain. Koeljny piękny jesienny zapach. Trudny do opisania, bo jest świeży, czuć w nim zapach mokrych liści, ale nie jest tak oczywisty. Każdy w nim znajdzie coś innego. Mimo nazwy lubiłam go palić w słoneczne dni, bo w tego jego świeżość jest jeszcze bardziej wyczuwalna.
A jak Wam poszły zużycia w minionym miesiącu? Robicie miejsce na prezenty i grudniowe szaleństwa? ;)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.