niedziela, 1 października 2017

Jak zminimalizować kolekcję kosmetyków? Moje tricki i podpowiedzi.

Może nie jestem najlepsza w minimalizacji swoich zasobów kosmetycznych, ale jest to temat, który od dłuższego czasu chodzi mi po głowie. Ilość posiadanych przeze mnie kosmetyków mocno na mnie ciąży, więc staram się znaleść sposoby na ograniczanie zakupów oraz wyrobić sobie nawyk konsekwentnego zużywania zapasów.
Dobrymi sposobami na minimalizację kosmetyczki jest obdarowanie bliskich nieużywanymi przez nas kosmetykami, sprzedaż i różne inne sposoby, których pełno znajdziecie w Internecie. Ja dzisiaj Wam przedstawię kilka swoich, które mogą pokazać się na początku dziwne, ale uwierzcie mi, działają. Jeśli ja od kilku miesięcy powstrzymuję się od nadmiernego kupowania, to i u Was zadziała!
   1. Jeśli prowadzisz bloga, czytaj swoje posty z ulubieńcami. Regularnie.
W moim przypadku dzieje się tak, że z powodu dużej ilości kosmetyków często je zmieniam. I mało tego, że mam kilka otwartych tuszy naraz, to jeszcze zapominam, co u mnie spisywało się bardzo dobrze, a co było bublem. I wtedy powstaje sytuacja, że odnoszę wrażenie, iż nie posiadam np. dobrej szminki w odcieniu nude i lecę do sklepu po kolejną. Wracając do postów z ulubieńcami, często na nowo odkrywam dobre kosmetyki. Tak było w przypadku bazowego cienia z Yves Rocher, do którego wróciłam po wykończeniu cieni z FFLEUR.
      2. Wszystkie kosmetyki, które chcę zużyć daję do jednego koszyczka pod lustrem.
Tytuł nieco zawikłany, ale chodzi o to, że zazwyczaj rano nie mam zbyt dużo czasu na makijaż. Dlatego wszystkie kosmetyki, jakich obecnie używam, trzymam w jednym miejscu. Rano poprostu nie mam czasu wybierać, więc automatycznie sięgam po ten sam podkład, puder, róż, cienie do powiek, żel do brwi itd. A więc chcąc wykończyć np. podkład, który średnio lubię i wiem, że normalnie go nie wybiorę, daję do tego koszyczka. Bo gdy mam czas na wybór, zawsze sięgam po coś innego. Wykorzystując ten trick, mam szansę zużyć, a nie zmarnować posiadane, ale nie do końca lubiane kosmetyki. 
3. Wynagradzam sobie za konsekwentne zużywanie kosmetyków i ograniczenie zakupów.
Jak widzę, że w danym miesiącu dobrze mi poszło zbieranie pustych opakowań do „projektu Denko”, to wymyślam sobie nagrodę! Ale nie może to być kolejny zakup, bo to byłoby bez sensu. Pozwalam sobie na coś wyjątkowego. Na przykład w lipcu to była wizyta u kosmetyczki i zrobienie pięknego manicure hybtydowego, we wrześniu  poszłam na mojego ulubionego burgera. Taka motywacja działa u mnie rewelacyjnie, bo przez te ostatnie miesiące właśnie ona nie raz powstrzymywała mnie przed kolejnym niepotrzebnym zakupem. Jeśli macie podobnie jak ja, napewno sprobójcie tego sposobu!
    4 .Chcę zużyć kosmetyk – regularnie go używam.
Ile razy miałam tak, że kupowałam jakiś kosmetyk, a później zapominałam go używać. Często tak dzieje się z balsamem do ciała, kremem do stóp oraz wcierkami. Naczytam się pochlebnych recenzji, kupię z myślą, że teraz to napewno zacznę używać balsamów, a później i tak zapominam. Teraz robię inaczej, takie rzadko używane kosmetyki stawiam albo w łazience albo obók łóżka, aby były na widoku. Plus do tego wpisuję je na listę kosmetyków do zużycia w najbliższym czasie.A ciągle pamiętając o nagrodzie (patrz punkt wyżej), staram się regularnie po nie sięgać. Tym samym jeszcze wyrabiam sobie nawyk regularnego balsamowania się, czy kremowanie stóp.
Było o zużywaniu zapasów, teraz kilka rad o zakupach:
    5.Tworzenie „ Wishlisty”. A lepiej dwóch.
Teraz po przeczytaniu pozytywnych opinii na temat jakiegoś kosmetyku, zapisuję go na moją listę chciejstw. A po tygodniu znowu ją otwieram, czytam jeszcze raz i jeśli nie czuję palącego pragnienia natychmiastowego zakupu, to daną rzecz czy kosmetyk wykreślam. Jeśli nadal chcę to mieć, to dana rzecz przemieszcza się na rzeczywistą „Wishlistę” i wtedy planuję, kiedy i gdzie mogłabym ją nabyć. Wiecie ile razy nie mogłam przypomnieć dlaczego dana rzecz znajduje się na liście? Prawie zawsze!
6. Stawiać „drogie” zachcianki w priorytecie (działa tylko przy  ograniczonym budżecie :)).
Słowo „drogie” umyślnie zamieściłam w nawiasie, bo dla każdego to co innego. Dla jednego to pomadka za 50 zł, dla innego perfumy za 400 zł, dla jeszcze innego buty za 2000 zł a jeszcze inna może kupić wszystko czego tylko zapragnie. Ale wróćmy do standardowej sytuacji. Prawda jest taka, że i tak w ciągu miesiąca wydasz na przeróżne duperele, załóżmy 200 zł, a od dawna pragniesz mieć podkład Lancome. Moja rada jest taka, że odrazu po wypłacie idziesz i kupujesz sobie ten podkład! I już nie masz wolnej kasy, którą mogłaś wydawać na niepotrzebne spontaniczne drobne zakupy (bo to jakaś szminka na promocji, to pietnasty t-shirt za 15 zł, a to jeszcze takiego koloru w mojej lakierowej kolekcji nie mam). Sama raz podliczyłam, że w ciągu miesiąca wydałam ponad 200 zł na jakieś dziwne rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebuję. Przy tym cały czas uważałam, że nie stać mnie na luksusowe kosmetyki. W sierpniu kupiłam wymarzony podkład Estee Lauder i przez resztę miesiąca nie wchodziłam do drogerii. Kolekcja kosmetyczna nie rozrasta się, nie mam wyrzutów sumienia o niepotrzebnie wydanych pieniądzach, a marzenie jest spełnione! Więc lepiej wszelkie zaplanowane zakupy robić na początku miesiąca.
7. Nie rób zakupów przez Internet. 
Nie że absolutnie nie rób, tylko chodzi o to, żebyś nie mogła robić je spontanicznie. Ja, naprzykład, nie moge płacić moją kartą bankową przez Internet. Więc jak zobacze jakąś promocję kosmetyków czy ubrań, to muszę prosić męża o dokonanie transakcji. A on często sprowadza mnie na ziemię, tłumacząc, że już mam szminkę w takim kolorze, a ta bluzka wygląda dziwnie i napewno nie będzie pasować do mojego stylu. Jeśli jestem w stanie udowodnic konieczność zakupu, to mąż się poddaje i robi przelew. Takie ograniczenie zakupowe w Internecie mnóstwo razy powstrzymało mnie od nieprzemyślanych zakupów!
8. Rób bilans miesięczny "zakupy-zużycia".
Oh, jak to sprowadza na ziemię! Nie raz zdarzało się, że moje zakupy znacznie przywyższały zużycia. A później się dziwię, skąd te kartony kosmetyków. Obecnie moje bilansy wyglądają znakomicie, bo we wrześniu kupiłam trzy nowe produktu, a zużyłam jakieś 10-12. To daje nadzieję, że kiedyś pozbawie się tej mojej małej domowej drogerii.
Są wśród Was "chomiki"? Lubicie testować wszystko co pojawi się na rynku, czy zachowujecie umiar i sięgacie tylko po perełki?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.