niedziela, 17 września 2017

Niedzielnik | O obronie pracy magisterskiej i nowych celach w życiu.



W ten czwartek miałam za sobą najbardziej stresujący dzień w moim życiu, na który czekałam przez ostatnie pięć lat. Obrona pracy magisterskiej! Przyznam szczerze, studia zdecydowanie nie należały do mojego ulubionego okresu w życiu. Odkryłam, że tytuł naukowy i przeczytanie wszystkich książek świata nie czyni z człowieka osoby mądrej i wartej podziwu oraz szacunku. Najczęściej właśnie takie osoby są najbardziej zawzięte na studentów, traktują ich jak śmieci i wywyższają siebie ponad wszystkich innych. Wolę uczyć się od praktyków, niż od profesorów. Może to jest niemądre, ale inaczej nie umiem.

Ukończenie studiów było moim celem „Numer 1” przez ostatnie pięć lat. Teraz ten cel osiągnięty i co dalej? Poprzestać na tym czy szukać kolejnego wyzwania? Bo jeśli człowiek nie wyznacza sobie kolejnych planów, staje w miejscu i się nie rozwija. Ale może popadamy w skrajność pod nazwą „wyścig szczurów”? Może gonimy za czymś, czego tak naprawdę nie potrzebujemy, by tylko gonić, bo jak inaczej? Wszyscy mają jakieś cele, projekty do zrealizowania, a ja taki dziwaczny do niczego nie dążę?

Właśnie teraz czuję, że stoję przed trudnym wyborem. Czy mam iść drogą, której ode mnie wszyscy oczekują, czy układać życie po swojemu? Czy zaryzykować i wyjść z zony komfortu, czy może realizować się w tym, co dobrze znam i gdzie czuje się bezpieczna? Moja intuicja mówi mi, że od decyzji, którą podejme w najbliższe kilka tygodni, będzie zależało całe moje życie. Ale czy będę miała odwagę podjąć właściwe decyzje? Bo dobrze wiemy, że dobre decyzje to te trudne.

Czy wśród moich Czytelników jest więcej ludzi bardzo rozsądnych czy więcej ryzykantów? Co wybralibyście: stabilną pracę ale pod kierownictwem nieco durnej osoby czy podjęcie ryzyka i postawienie na swój biznes, który z wielkimprawdopodobieństwem nie wypali?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.