poniedziałek, 4 września 2017

Zużycia sierpnia: Balea, Isana, Planeta Organica.



Sierpniowe Denko nie jest szczególnie duże, ale kilka ciekawych kosmetyków dzisiaj się pojawi! :) Więc zapraszam na mini recenzje, które zawsze są przydatne :)

Włosy:

  • Balea Volumen Shampoo Patchouli & Jasmin. Szampon oczyszczający z SLS, dobrze się pienił i domywał włosy z oleju czy treściwych maseczek. Jakoś szczególnie ładnie nia pachniał, miał dość rzadką konsystencję, przez co nie był szczególnie wydajny. Może jeszcze kiedyś skusze się na szampony Balea, ale szału nie ma.
  • Planeta Organica Toscana Hair Mask. Maska dla włosów suchych i zniszczonych, w składzie  ma oliwę z oliwek, olej z trawy cytrynowej, olej winogronowy i całe mnóstwo dobroci. Dobra treściwa maska, ładnie włosy dociąża, odżywia i dodaje blasku. Chętnie do niej wrócę i polecam ją każdej posiadaczce włosów wysoko i średnioporowatych!
  • Caring Shine Conditioner. Kolejna już saszetka z tą odżywką po farbowaniu. Kosmetyk fajnie włosy odżywia, dociąża i tak jakbyregeneruje po  farbowaniu czy zabiegach. Bardzo lubię odżywki dołączone do farby i chętnie je używam podczas wyjazdów lub gdy moje włosy potrzebują dobrej dawki odżywienia!

Ciało:

  • Isana żel pod prysznic o zapachu plumerii. Piękny kwiatowy zapach, obfita gęsta piana. Żel nie wysusza moje skóry, jest średnio wydajny, ale za tą cenę, to nie ma co oczekiwać nie wiadomo jakich cudów. Lubię te żele i jeszcze nie raz po nie sięgnę.
  • Barwa Balnea specjalistyczne mydło antybakteryjne przeciwpotowe. Swojej głównej funkcji nie spełniało. Używałam go w trakcie gorących dni do mycia ciała i, niestety, nie spełniło moich oczekiwań. Użuwałam go do mycia pędzli i dobrze sobie radził z tym zadaniem. Jeśli szukacie czegoś, co pomoże Wam zmniejszyć wydzielanie potu, to ten kosmetyk napewno Wam nie pomoże.
  • Gillette Simply Venus maszynki do golenia. Jedne z najgorszy, jeśli nie najgorsze golarki, jakie kiedykolwiek miałam! Strasznie tempe, bo wystarczały mi jedynie do depilacji jednej nogi! (nie mam gęstej i bujnej sierści, tylko zwyczajnykilkudniowy zarost ;)) Maszynki strasznie się zacinały, były nie wygodne i nie najtańsze! Moje zdecydowane NIE i nikomu nie polecam. 
  • Biomed Superwhite. Organiczna pasta do zębów bez fluoru o smaku kokosa. Co prawda żadnego kokosa tam nie wyczuwam, ale pasta dobrze oczyszcza zęby i dba o szkliwo. Nie zauważyłam efektu wybielania, ale mimo wszystko pasta całkiem fajna. Pasuje dla całej rodziny, jest bezpieczna dla dzieci i w 99% ma składniki naturalne. Już mam kolejne opakowania.
Twarz:

  • Lirene Physio-Micelarny Żel do oczyszczania twarzy. Mimo faktu, że w ostatnim czasie nie lubimy się z kosmetykami Lirene, ten żel spisał się całkiem dobrze. Nie wysuszał skóry, nie szczypał i nie podrażniał. Porządnie domywał twarz z resztek makijażu lub nadmiaru wieczornej pielęgnacji. Do tego opakowanie z pompką i dobra wydajność. Mogę śmiało polecać, mimo że skład pozostawia wiele do życzenia.
  • GlySkinCare Gold Callagen Eye Pads. Kolagenowe płatki pod oczy, które miały redukować zmarszczki i cienie pod oczami, redukować opuchliznę, nawilżać, odżywiać i zmiękczać skórę pod oczami. Niestety w moim przypadki czułam jedynie nawilżenie i delikatne rozjaśnienie, choć wiem, że sporo dziewczyn było z nich zadowolonych. Muszę przyznać, że płatki były porządnie nasączone i dobrze trzymały się skóry. Ja, niestety, więcej po nie nie sięgnę i dalej szukam te idealne! Może coś doradzicie?
  • Kiehl’s Creamy Eye Treatment with avocado. Mój ukochany kremik pod oczy się skończył :( Płaczę i tęsknię. Cudnie nawilżał, napinał i odżywiał skórę pod oczami. Wystarczył mi na równe 6 miesięcy codziennego używania. Pełna recenzja w tym poście (klik, klak).
  • Sylveco Lekki krem brzozowy. Teraz używam pełnowymiarowe opakowanie, ale ostatecznej recenzji jeszcze nie napisałam, bo bywa z nim różnie. Raz idealnie nawilża skórę i super współgra z podkładem, a za drugim razem warzy się na skórze i zmniejsza trwałość nawet takich podkładów jak ColorStay czy DoubleWear.

Zapachy:

  • Aril Niebieski Fiord. Świeca zapachowa z Biedronki o całkiem mocnym zapachu czegoś świeżego i morskiego. Bardzo przyjemny zapach, który dobrze utrzymywał się w pomieszczeniu. Jeśli w tym roku znowu te świece pojawią się w sprzedaży, to napewno zrobię spory zapas.
  • Ikea świeca o zapachu jeżyn. Na sucho zapach jest 10 razy mocniejszy niż przy paleniu. Już więcej się nie skusze na te świece z Ikea, bo jedynie dobrze mają świąteczne limitki oraz trójpaki. Te pojedyńcze odradzam, bo szkoda pieniędzy na znicze.
  • Yankee Candle Riviera Escape. Bardzo fajny letni zapach. Czuć w nim nuty owocowe i kwiatowe. Moc była całkiem dobra, nie mocarz, ale dobrze był wyczuwałny w mieszkaniu. O moich ulubionych letnich zapachach Yankee pisałam tu (klik).
Strasznie dużo tego nie było, ale we wrześniu szykuje się znacznie więcej zużyć. Szczególnie w pielęgnacji twarzy i zapachów YC. Ja zawsze ciesze się na zużyte opakowania i możliwość rozpoczęcia kolejnych testów. A jak Wy macie, cieszycie się czy ogarnia Was smutek, że ulubieńcy się skończyły?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.