sobota, 5 sierpnia 2017

Zużycia lipca: Yves Rocher, Nivea, Vis Plantis.


Lipiec okazał się miesiącem bardzo bogatym na zużycia. Raptem pokończyły się kosmetyki, które miały mi starczyć na najbliższe dwa miesiące, a tu lipa. Więc tym razem będzie więcej negatywnych opinii, bo akurat miałam „szczęście” na słabsze kosmetyki w tym miesiącu.

Włosy:

  • Yves Rocher – Low ShamPoo. Kremowy szampon do włosów o bardzo przyjemnym delikatnym zapachu, niezłym składzie i beznadziejnym działaniu. Po pierwsze i najważniejsze – szampon nie mył! Włosy po nim były brudne już po 5-6 godzinach, przetłuszczały się a skóra głowy swędziała i była podrażniona. Do tego szampon był absolutnie nie wydajny. Jeśli uzywałam małej ilości produkty, to skalp nie był oszczyszczony absolutnie. Jeśli używałam większej ilości, to skóra wytrzymywała wspomniane 5-6 godzin i zaczynała się buntować. Porażka, nikomu nie polecam, najgorszy kosmetyk ostatnich miesięcy!

  • Caring Shine Conditionere. Dobra odżywcza maseczka dołączona do farby. Świetnie włosy regenerowała po farbowaniu, dodawała blasku i dociążała końce. Szkoda, że tak dobre maseczki nie są dostępne osobno.

Twarz:


  • Vis Plantis – Herbal Vital Care Żel micelarny. Całkiem fajny żel do demakijażu, może nie tak skuteczny jak Bioderma, ale też może być. Do tego piekielnie wydajny, bo wystarczył na ok. 7 miesięcy. Skład nie powala swoją naturalnością, ale nie jest najgorzej. Na plus opakowanie z pompką i delikatność przy demakijażu oka. Warto spróbować, ale ja raczej nie wrócę.

  • Beauty Ever – Hydrolat oczarowy. Przyznam szczerze, że ten produkt nieco mnie rozczarował. Po zapoznaniu się z właściwościami hydrolatu oczarowegobyłam pewna, że jest on w stanie poprawić stan mojej cery. Niestety, oprócz tonizowania cery po myciu, ten hydrolat kompletnie nic nie robił. Ani nie czułam ukojenia cery, ani nawilżenia, ani oczyszczenia. Już nie wspomnę o działaniu na niedoskonałości, w tym wypadku raczej o nie działaniu. Jeśli znacie jakieś dobre hydrolaty dla cery tłustej/mieszanej, to dajcie znać w komentarzach, bo ciągle szukam czegoś dobrego dla mojej cery.

Ciało:

  • Nivea Men – żel do golenia. Poza piankami do golenia Balea, innych pianek kobiecych nie uznaję, bo są jakieś dziwne i dla mnie niefajne. Więc już od dłuższego czasu podkradam mężowi jego żel do golenia :) Gęsta konsystencja, więc maszynka sunie jak po maśle. Jeśli jeszcze nigdy nie próbowałyście męskich pianek, to gorąco zachęcam :) Mężowie się chyba nie obrażą, bo przeciesz ciągle podkradają nam szampony :)

  • ü  Facelle intim Sensitive. Świetny jakościowo płyn do higieny intymnej o dość przyjaźnym składzie. Idealnie spisał się do mycia włosów i pędzli, więc jest to kosmetyk bardzo uniwersalny. Łagodny dla skóry, dobrze oczyszcza i nie powoduje podrażnień. Mój must have do którego regularnie wracam.

  • Fa – Soft&Control. Antyperspirant o bardzo przyjemnym świeżym zapachu, nie zawiera w składzie alkoholu i nie podrażnia skóry po depilacji. Nie brudzi ubrań i dobrze się wchłania. Ale mnie nie zachwycił, czegoś mi w nim brakowało. Coś podejrzewam, że po antyperspirancie z Vichy żaden inny nie może mnie zadowolić. Pora wracać do ulubieńca.

Kolorówka:


  • Wibo – bibułki matujące. Toż to one nie matują! Efekt utrzymuje się góra godzinę, bez przypudrowania to makijaż będzie ciągle potrzebował poprawek. Bibułki nie mają żadnej udrowej warstwy, więc tylko zbierają sebum. Skóra tłusta, która potrzebuje matowienia za pomocą pudru nie polubi się z tymi bibułkami. Ja w ciągu dnia zużywałam po 6-8 bibułek, więc opakowanie starczyło mi na jakieś 1,5 tygodnia, więc totalnie się nie opłaca. Dla mnie bubel, a dla skóry suchej/normalnej do poprawek na większe wyjścia może być w sam raz.

  • Vivien Sabo – Cabaret. Maskara, które tak pięknie wydłuża rzęsy, podkręca i pogrubia, że nie sposób w niej się nie zakochać. Do tego jest trwała, nie osypuje się, a jednocześnie dość szybko można ją zmyć płynem do demakijażu. Do tego jest super wydajna, bo była ze mną przez 6 miesięcy. Bardzo polecam, bo kosmetyk jest wart poznania :)

  • L’Oreal – Super Liner Perfect Slim. Moja wielka miłość. Cieńka końcówka, głęboki czarny kolor i doskonała twałość. Pisałam o nim w przeglądzie kosmetyków L’Oreal (klik). Co ciekawe, znalazła jego tańszy odpowiednik o czym w krótce napiszę :)

  • Ingrid – Just In lakier do paznokci. Piękna kwista czerwień z drobinkami. Kolor idealnie pasował w okresie świątecznym oraz przez cały rok na stopach. Trwałość nie była jakaś fantastyczna, ale za taką cenę (ok. 5 zł) można mu to wybaczyć. Jeśli szukacie tanich, stosunkowo dobrych jakościowo lakierów, to gorąco polecam markę Ingrid.

Inne:


  • Colgate – Plax Complete Care. Dobry płyn do płukania jamy ustnej bez alkoholu. Szczerze, ja nie widzę żadnego działania poza oświeżeniem jamy ustnej i wypłukaniem ewentualnych resztek pokarmu. Ani zmniejszenia wytwarzania osadu, ani wzmocnienia dziąseł (choć może w tym wypadku jest delikatna różnica), ani wzmacniania szkliwa i zapobiegania powstawaniu próchnicy. Więc przy zakupie nie spodziewajcie się fajerwerków, bo to kosmetyk bardziej na uspokojenie własnego sumienia, niżeli faktyczna profilaktyka.

  • Himalava – Mint Fresh. Bardzo lubię pasty do zębów firmy Himalava, bo mają świetne składy, nie zawierają fłuoru i mają dość łagodne smaki. Nie ma wrażenia, że zaraz nam pasta wyżre jamę ustną. Moim zdaniem jedna z lepszych past na rynku, więc warto po nią sięgnąć, szczególnie jeśli zalezy Wam na produktach bez fluoru.

  • BeBeauty – płatki kosmetyczne Soft Touch. Tani płatki kosmetyczne z Biedronki. Niestety się rozwarstwiają, więc gorąco polecam wersję niebieską, która jest bardziej trwała. Ale jak za takie pieniądze, to do zmywania lakiery są w sam raz.

  • Regital – suplement diety. Suplement diety na wzmocnienie włosów, paznokci i skóry, Dobry skład i długaśna lista witamin i minerałów, które suplementujemy. Niestety, nie zauważyłam poprawienia stanu włosów czy paznokci, o skórze nie wspominając. Nie mogę polecić ten suplement, bo nie robu nic. Może polecicie jakieś dobre suplementy na włosy, skórę i paznokcie, które faktycznie dają rezultaty?

  • Deep Fresh – chusteczki nawilżające. Tanie dobre chusteczki, które są porządnie nasączone, więc w podróży czy na spacerze napewno nie raz uratują. No i do zmywania swatchi podkładu czy pomadki też się mogą przyadać :)

  • Clinique – 3 kroki. Jak już wiecie, uwielbiam to mydełko do mycia twarzy. Także u mnie super sprawdził się tonik złuszczający. Co do kremu, to nie byłam do końca przekonana. Zastanawiam się nad zakupem pełnowymiarowego opakowania toniku, bo po letnich miesiącach moja cera zawsze potrzebuje dobrego złuszczenia. Może znacie jakieś dobre złuszczające toniki i możecie mi coś fajnego polecić?

Zapachy:


  • Yves Rocher – Cherry Bloom Eau De Toilette. Piękny kwiatowy zapach, bardzo delikatny i kobiecy. Ale tylko w opakowaniu. Na skórze trzyma się góra 3 godziny a i tak zapach cały czas jest raczej delikatnie wyczuwalny. Z tego właśnie powodu jest słabo wydajny, więc zakupu nie mogę Wam polecić. W marce Yves Rocjer są lepsze zapachy, ciekawsze i bardziej intensywne. Myślę, że cała seria Un Matin Au Jardin nie jest warta uwagi.

  • Yankee Candle – Napa Valley Sun. Piękny, nastrojowy zapach. Maw sobie dużo słońca, ciepła, kwiatów i wszystkiego co lato ma najlpeszego. Bardzo polecam zapolować na ten zapach, choć nie jest on łatwo dostępny.

  • Juicy Strawberry. Podejrzewam, że to była wytopka z Crossroads. Fajny owocowy zapach, w sam raz na upalne dni. Niestety, nie jest wystarczająco mocny, więc miłości nie było. Fajnie było spróbować, ale wolę mocniejsze zapachy z Yankee :)
Teraz mam w domu o jedną siatę kosmetyków mniej. Co oznacza, że mogę z czystym sumieniem buszować w pobliskich drogeriach nie omijając sklepów internetowych. Bo równowaga ma być zachowana, a kartony z kosmetycznymi zapasami mają się nie domykać!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.