czwartek, 6 lipca 2017

Projekt Denko kwiecień-czerwiec: Natura Siberica, Babuszka Agafia, Yankee Candle, BeautyEver.


Z poprzedniego bloga wiem, że bardzo lubicie czytać „Projekt Denko”. Krótkie mini recenzje zużytych kosmetyków – to dobra okazja, by poznać coś nowego lub ostrzec przed nieudanym zakupem. Nazbierała mi się ogromna reklamówka pustych opakowań, więc zróbcie sobie herbatkę, bo trochę to potrwa!  Zaczynamy!


Włosy:

  • Oblepikha Siberica – Intensywnie nawilżający szampon. Chyba zbyt mocno nawilżający, bo mój skalp strasznie obciążał. Skóra głowy bardzo szybko się przetłuszczała, swędziała i powstawało coś podobnego do tłustego łupieżu. Nie zauważyłam, by jakoś pozytywnie wpływał na całą długość włosów. Okropny kosmetyk, nadaje się tylko do śmieci!

  • L’Oreal Préférence – odżywka po farbowaniu. Bardzo lubię ten kosmetyk, zużyłam trzy opakowania i jeszcze tyle samo mam w zapasie. Super nawilża włosy, dociąża końcówki i je wygładza. Nie wymywa koloru, więc będzie idealna do włosów farbowanych. Dodatkowo daje piękny blask, więc fryzura wygląda cudnie. Kocham i na pewno jeszcze nie raz pokażę ten kosmetyk w Denku :)
  • Batiste Tropical – suchy szampon. Bardzo lubię suche szampony tej marki. Niestety akurat ta wersja bardzo mocno bieliła mi włosy, a usunięcie nadmiaru produktu nie było prostym zadaniem. No i zapach, o ile w innych kosmetykach uwielbiam zapach kokosa, to w tym wypadku był dla mnie duszący i zdecydowanie za mocny. Generalnie szampon dobrze włosy odświeża, ale na wersję tropikalną więcej się nie skuszę.

Ciało:

  • Faberlic - La Creme kremowy żel pod prysznic. Bardzo przyjemny kremowy żel pod prysznic, który może i nie nawilża, ale też nie wysusza skóry. Ma zapach jogurtu truskawkowego, więc bardzo smakowicie robiło się w łazience :) Kremowa konsystencja tworzyła gęstą pianę, więc kosmetyk okazał się całkiem wydajny. Mogę polecić, bo jest tak samo dobry jak większość drogeryjnych żeli :)
  • Balea – Cubana Dream żel pod prysznic. Jeśli czytaliście mój poprzedni blog, to wiecie, że uwielbiam żele z Balea. Mają super apetyczne mocne zapachy (mi nie przeszkadza, że zalatują sztucznością) i fajne kolory samego produktu :P Ten akurat był o zapachu Piña Colada, a ja uwielbiam wszystko co jest kokosowe! W sierpniu dostanę od rodziców kilka żeli tej firmy, więc zapasy będą uzupełnione :D

  • Alterra – mydło roślinne o zapachu owocu granatu. Wegańskie mydełko o dość przyjaznym składzie. Ma bardzo delikatny zapach granatu. Dobrze się pieni, łatwo usuwa podkład i matowe pomadki z dłoni, nie wysusza skóry. Do codziennego użytku jest idealne, więc mogę polecić :)

  • Faberlic Beautycafe – myło do rąk. Najzwyklejsze w świecie mydełko o zapachu wiśniowego konfitura. Zapach nieco chemiczny, ale nie jest zbyt mocny, więc nie zwracam na ten aspekt uwagi. Najważniejsze, że nie wysusza dłoni i można nim domyć trwałe kosmetyki. Ot takie zwykłe łazienkowe mydło, nic nadzwyczajnego.

  • Lawendowa Mydlarnia – Balsam Grecki. Naturalny skład oparty na olejach i masłach shea i kakaowym długotrwale nawilża skórę, pozostawiając delikatną tłustą powłoczkę. Nie każdemu może to przypaść do gustu. Twarda masełkowata konsystencja pod wpływem ciepła topi się do postaci delikatnego olejku, szybko się wchłania i będzie odpowiednia do masażu ciała. No i ten boski zapach tropikalnych owoców i kokosa. Cudo!

  • Green Pharmacy – Peeling cukrowy. Na drugim miejscu w składzie ma parafinę, co spowodowało u mnie zapchanie porów i wysyp niedoskonałości na plecach. Peeling pozostawia tłustą powłoczkę, która daje poczucie oblepionej i nieprzyjemnej w dotyku skóry. Więcej nie kupię, bo w tej cenie lepiej skusić się na peeling z Rossmanna.

Twarz:

  • Przepisy Babuszki Agafii – Lekki krem do twarzy na dzień. Mam bardzo mieszane uczucia odnośnie tego kremu. Z jednej strony dość dobrze nawilżał, z drugiej zaś strony nie wszystkie podkłady ładnie na nim wyglądały. Czasami potrafił się warzyć i bardzo długo się wchłaniać nawet nakładany bardzo cienką warstwą. Oprócz nawilżenia nie zauważyłam żadnych innych pozytywnych działań kremu, więc nie widzę powodu, by marnować na niego swoje pieniądze i czas.

  • Clinique – Liquid Facial Soap. Moja wielka miłość. Jest mega wydajny, bo potrzebna jest minimalna ilość żelu (wielkości ziarenka grochu) do umycia całej buzi. Mydełko jest delikatne dla skóry, nie wysusza i nie powoduje uczucia ściągnięcia. Dobrze usuwa resztki makijażu. Kosmetyk ma delikatny zapach, jest w postaci przeźroczystego żelu, który lekko się pieni. Z całego serca polecam i sama się skuszę na kolejne opakowanie.

  • Nivea Tonik łagodzący. Mimo że w składzie są PEG-i, to krzywdy mnie nie zrobił. Dobrze tonizował skórę i oczyszczał z resztek kremu przy porannej tonizacji. W niczym nie zawinił, ale ze względu na skład nie mogę go polecić z czystym sumieniem. Wszystko na własną odpowiedzialność ;)

  • Mazidła - Ekologiczny hydrolat z róży damasceńskiej. Używałam do okładów tonikowych oraz świetnie spisał się dodawany do glinek. Hydrolat cudnie nawilża skórę, odświeża i łagodzi wszelkie podrażnienia. Absolutny must have każdej miłośniczki naturalnej pielęgnacji.

  • Ziaja Liście zielonej oliwki – maska do twarzy. Zwykła oczyszczająca maska glinkowa. Dobrze zwęża pory, ale efekt nie utrzymuje się zbyt długo. Delikatnie oczyszcza, ale bez szału. Generalnie całkiem niezła maseczka, ale do moich must have-ów nie mogę jej zaliczyć.

  • Holika Holika – Baby Pet Magic Mask Sheet Vitality Panda. Maska świetnie nawilża cerę, uspokaja ją i regeneruje. Ma przyjemny delikatny zapach. Żel, którym jest nasączona płachta szybko się wchłania, rozjaśnia cerę oraz usuwa oznaki zmęczenia. Gorąco polecam po przepracowanym dniu, relaks i świetny efekt murowany :)

  • TonyMoly – I’m Real Broccoli Mask Sheet. Świetna maska o nawilżająco odżywczym działaniu. Genialnie skórę napina i ujędrnia. Płachta jest mocno nasączona, a żel szybko się wchłania nie pozostawiając lepkiej powłoczki. Polecam maski TonyMoly, bo efekt dają wyśmienity.
  • Sephora – Express eye makeup remover wipe. Byłam mocno sceptyczna co do tych chusteczek, ale okazały się bardzo skuteczne. Były dobrze nasączone, więc dwie chusteczki w pełni radziły sobie z demakijażem oczu jak i twarzy. Śmiało mogę polecić! Szczególnie przydatne będą w podróży, bo zaoszczędzą miejsce w bagażu, a i tak będzie zapewniony skuteczny demakijaż!
  • BeBeauty - Płatki kosmetyczne Maxi. Wyjątkowo duże, więc jednej sztuki wystarczy na demakijaż całej twarzy. Nie rozwarstwiają się, nie pozostawiają żadnych włókien. Jeśli wolicie tradycyjny demakijaż wodą micelarną czy mleczkiem, to warto na te płatki się skusić :)

Zapachy:


  • Yankee Candle – Honey Glow. Słodki, ciepły, otulający zapach. Czuć w nim przede wszystkim miód, ale także nuty drzewne oraz zapach męskich perfum. Piękny zapach na chłodne wieczory. Dodaje klimatu, otula swoim zapachem, ogrzewa i wprowadza w stan błogości i spokoju. Kolejna moja miłość z YC.
  • Yankee Candle – Macaron Treats. Słodki jedzeniowy zapach o wyraźnych migdałowo-cukrowych aromatach. YC idealnie odwzorował aromat uroczych francuskich makaroników. Zapach jest słodki, ale zdecydowanie nie mdlący. Jest w nim coś eleganckiego i wyrafinowanego prosto z paryskiej cukierni. Podbija serca swoją otulającą i harmonijną wytwornością i elegancją. Zapach zdecydowanie wart grzechu, ale lepiej z nim poczekać na chłodniejsze dni.
  • Yankee Candle – Pain Au Raisin. Kolejny słodziak, w którym wyczuwamy nuty rodzynek, koniaku, lukru i słodkiego ciasta drożdżowego. Zapach należy do tych mocniejszych, na pierwszy plan wychodzi ciasto z wyrazistą cukrowo-waniliową nutą. Następnie wyczuwamy rodzynki zamoczone w koniaku, bardzo wyraziste połączenie. Pain Au Raisin nie stał się moim ulubieńcem, bo nie ma w nim wyrafinowania i elegancji Macaron Treats. Jest to bardziej pospolity jedzeniowy zapach. Nie ma w nim tego czegoś, rodzynka, który by wyróżniał ten zapach na tle innych jedzeniowych aromatów YC.
  • Yankee Candle – Flowers In The Sun. Słonecznie żółty wosk i ładna estetyczna etykieta cieszy oko. Nos natomiast cieszy się z zapachów cytryny, pomarańczy, kwitnących azali, pąków róż, różowych lilii wodnych i słodkiego piżma. Zapach nie przytłacza, tylko tworzy przyjemne tło. Tak jakby byliśmy na łące otuleni zapachem traw i kwiatów, słońce pieści ciało a umysł odpływa wraz kudłatymi białymi chmurkami. Sielanka!
  • Yankee Candle – Gardenia Sweet Pea. Klasyczny kwiatowy zapach, który składa się z aromatu pachnącego groszku oraz frezji, a jako dodatek stanowią gruszka i brzoskwinia. Przyznam szczerze, że owocowe nuty słabo wyczuwam, zdecydowania dominują tu nuty kwiatowe. Ale bez obaw, zapach nie jest mega mocny, więc się nie udusicie :) Bardzo przyjemny zapach na okres wiosenno-letni ;)
Różności:

  • Dr. Beckmann – mydełko do odplamiania. Mocno polecane na różnych blogach i forach, a moim zdaniem nie jest lepsze od zwykłego szarego mydła. Nie radzi z mocniejszymi plamami, jest bardziej niż przeciętne. Moim zdaniem, nie warte zakupu.

  • Indigo – Remover. Bardzo skuteczny i delikatny dla paznokci zmywacz do lakierów hybrydowych. Był w zestawie startowym Indigo, więc fajnie było przetestować taki lepszy remover. Napewno jeszcze do niego kiedyś wrócę, ale na razie muszę zużyć mój litrowy remover z Deni Carte :)

  • Próbki balsamów do ciała Indigo – Arome 99. Pierwsze o czym należy wspomnieć to zapach! Dość słodki, intensywny, dobrze wyczuwalny na skórze, ale nie duszący. Do tego w miarę przyjazny skład. Balsam szybko się wchłania, dobrze nawilża skórę ale nie tworzy tłustej powłoczki. Myślę, że będzie w sam raz na lato! Bardzo mi się spodobał ten zapach, więc chętnie się skuszę na pełnowymiarowe opakowanie. Najpierw muszę zużyć moje ogromne zapasy balsamów, ale balsam z Indigo już jest na mojej liście chciejstw.

  • Próbka kremu BB Vichy. Krem ma delikatne krycie, daje satynowe wykończenie i przypudrowane wytrzymuje na mojej skórze ok. 6-7 godzin. Odcień Jasny dobrze stapia się z moim naturalnym kolorem skóry. Do tego spf25, więc można rozważać zakup pełnowymiarowego opakowania.

  • Próbka kremu Apis – Krem Rewitalizujący. W składzie ma olej mineralny (czytaj parafinę) oraz glicerynę, więc skórę skłonną do wyprysków może zapchać. Szkoda, że firma, która pozycjonuje się jako naturalna ma takie nieciekawe składy.

  • Próbka kremu Yves Rocher – Sensitive Vegetal. Krem o lekkiej, nieco żelowej konsystencji. Szybko się wchłania pozostawiając cerę nawilżoną i napiętą. Nadaje się pod makijaż oraz będzie dobry na okres wiosna-lato, gdy temperatury czasem nie sprzyjają dobremu utrzymywaniu się makijażu.
Moim zdaniem denko wyszło ogromne. Jestem z siebie niesamowicie dumna, bo mniej więcej ( raczej w stronę więcej) równowaga „nowości-zużycia” została zachowana. Z wielką ulgą wywalam puste opakowania, bo już nowe Denko powoli się tworzy :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.