niedziela, 30 lipca 2017

Nie odkładaj nic na jutro.



Mam 14 lat, jest lato, piękna pogoda, huśtawka i moja pierwsza piosenka Linkin Park – „In the end”. To nie była miłość od pierwszego akordu, ale było między nami to coś. Chciało się posłuchać jeszcze raz. I już nigdy nie przestać.

Pierwszy zawód miłosny i  „Leave out all the rest”. Mimo słów tekstu wiedziałam, że będzie dobrze, że jutrzejszy dzień przyniesie nowe radości i nadzieje. Ten wokał koił i wspierał, nigdy nie potęgował bólu, zawsze dawał nadzieję. Tamtego lata poznałam mojego przyszłego męża, więc cały album „Minutes to Midnight”  ma dla mnie barwy i smutne i radosne.


„Walking in circles” – “Alone in a world with millions of souls”. Te słowa opisywały mój stan z 2009/2010 roku, gdy byłam w destrukcyjnym związku i było naprawdę ciężko. Ale nigdy nie poddałam się, bo w tej piosence słyszałam, że ból minie i nie mogę się upaść na duchu, że dam radę. Mimo faktycznych słów piosenki.. Jak jest możliwe, że muzyka o cierpieniu leczy, daje nadzieję, wypiera wszelkie złe myśli? Jak głos obcego faceta potrafi wlać światło i spokój, jakby był Twoim najlepszym przyjacielem i znał Cię wieki?

Muzyka Linkin Park kształtowała moją osobowość gdy byłam nastolatką, gdy wyjechałam do Polski i zostawiłam rodziców, krewnych i przyjaciół. Byłam sama jak palec i w trudne momenty uciekałam w muzykę Chestera. Gdy umiera osoba, która nieświadomie przyczyniła się do budowania twojej osobowości i wychowała twoje gusta muzyczne, czujesz taką pustkę, że serce pęka. Wraz z Nim umarło moje dzieciństwo i nastoletniość.

To prawda, jestem osobą bardzo emocjonalną, ale śmierć gwiazd nigdy szczególnie mnie nie wzruszała. Tym razem jest inaczej. Bo odszedł człowiek, który swoją muzyką potrafił robić cuda z ludzką duszą. Nigdy zbyt głęboko nie wsłuchiwałam się w słowa piosenek, nigdy nie oceniałam muzyki – czy to pop czy to rock, jakie to miało znaczenie gdy słyszy się ten głos? Najlepszy wokal, jaki keidykolwiek dano było mi słuchać. A teraz co nam, fanom zostaje? Wieczny reapet...

Ludzkie życie jest tak kruche, dzisiaj masz wszystko a jutro wszystko jest stracone. Trzeba cenić to się ma i nie zazdrościć innym. Bo można by pomyśleć, Chester miał wszystko – rodzinę, która go bardzo kochała, przyjaciół, sławę, pieniądze. A mimo to był osobą bardzo nieszczęśliwą, rany zadane w dzieciństwe nie zagoiły się nigdy, demony z przeszłości ciągle go prześladowały. Nie znamy ludzkiej duszy, ale już śpieszymy z oceną, z osądem. My, postronni, potrafimy choć i nieświadomie dokopać, powiedzieć przykre słowa, ocenić i potępić. Może zamiast osądu starać się być życzliwym? Mimo, że czasem nie jest łatwo usmiechnąć się do drugiej osoby.

I jeszcze parę słów o spełnianiu marzeń. Ja ze swoim zdąrzyłam. A jeśli by się nie udało? Przez całe życie wyrzucałabym sobie, że ciągle odkładałam wyjazd na koncert ulubionego zespołu. W komentarzach spotkałam osoby, które tak bardzo czekali na amerykańską część turu. Niestety, nie wiadomo, czy grupa wznowi swoją działalność...

Czytając te komentarze zrozpaczonych ludzi, pomyślałam sobie: „Ale my ciągle odkładamy nasze życie! Jutro zacznę zdrowo jeść, biegać, uczyć się języka angielskiego i pojadę na wakacje! A dlaczego nie zacząć od teraz?” Te myśli towarzyszą mi przez wszystkie te dni. Przyznajcie się szczerze, ile razy odkładaliście ważne decyzje na jutro? Mam wrażenie, że ciągle to robimy! A może trzeba zacząć już dziś, bo jutro może przynieść nieprzyjemne wieści, które pokrzyżują nam plany i już nigdy się nie uda! I później żyć z tymi wyrzutami sumienia!

Chester Bennington był głosem pokolenia 2000-ych, mojego pokolenia. I był głosem anielskim. Jestem mu wdzięczna za tak wiele, że nie da się tego opisać. Wierzę, że jego zraniona dusza doznała spokoju. Zawsze pozostanie w moim sercu i w moich modlitwach. Wieczny odpoczynek...

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.