środa, 12 lipca 2017

Kiehl’s Creame Eye Treatment with Avocado –nawilżenie na poziomie.



Moja okolica pod oczami nigdy nie należała do bardzo wymagających. Nie jest mi znane mocne przesuszenie tej okolicy czy problemy przy doborze pielęgnacji tak delikatnej skóry. Nie mniej jednak z wiekiem staram się więcej uwagi poświęcać pielęgnacji ogólnie niepomijając strefy pod oczami. Krem o dobrym składzie i efektywnym działaniu – to aspekty, na które najbardziej zwracam uwagę przy doborze kosmetyku. I chyba coś fajnego znalazłam :)

Kosmetyki brytyjskiej marki Kiehl’s interesowały mnie od dawien dawna. W grudniu skusiłam się na kultowy krem pod oczy, bo zawsze rozpoczynam znajomość z marką od ich „najlepszych” kosmetyków. Słoiczek z „kultowym” kremem na pierwszy rzut oka jest absolutnie zwykły, nieco przypomina stare apteczne kremy. Powiem szczerze, że sam fakt, że krem jest w słoiczku, a nie w tubce czy innym bardziej higienicznym opakowaniu nieco mnie smuci. Sam kosmetyk ma bardzo delikatny zapach, pistacjowy odcień (identycznie jak rozcięte na pół dojrzałe awokado) i ciekawą konsystencję. Ona jest kluczem do rozumowania tego kremu.

Creame Eye Treatment with Avocado ma najdziwniejszą konsystencję, jaką kiedykolwiek miałam okazję testować. Na samym początku krem z Kiehl’s jest gęsty, zbity i ciężki. Taki prawdziwy tłusty krem dla mega suchej cery. Po roztarciu kosmetyku między palcami ( a tak zaleca uczynić producent) przekształca się on w wodnistą lekką konsystencję, która szybko się wchłania i jest nie wyczuwalna. I tu zaczyna się cała magia!
Po pierwsze taka metamorfoza konsystencji, to jeszcze i działanie jak u wody. Bo krem faktycznie skórę nawilża! Nie szczególnie to czuć, ale widać jak krem działa. Skóra jest odżywiona, gładka, lekko napięta. Skłamałabym mówiąc, że zauważyłam spłycenie zmarszczek mimicznych, ale stan skóry pod oczami nie pogorszył się, a krem używam od 4 miesięcy. Ponadto Creame Eye Treatment with Avocado jest idealny pod makijaż, bo i podkład i korektor świetnie na nim się trzyma.
Przy aplikacji używam bardzo małej ilości kremu, bo on świetnie się rozprowadza (pamiętacie, że krem trzeba wklepywać!), więc wydajność jest rewelacyjna. Małe opakowanie stosuję od marca, a jeszcze mi zostało na ok.5 tygodni. Więc już i cena tak nie gryzie:)
Ogólnie jestem bardzo zadowolona z kremu, choć przyznam, że nie pogardziłabym spłycenie już istniejących zmarszczek mimicznych. Skład generalnie uważam za dość dobry, jedynie ilość parabenów pozostawia niesmak. Czy sięgnę znowu po ten krem? Absolutnie tego nie wykluczam :) Jestem typową testerką i chętnie sięgam po nowości, ale krem marki Kiehl’s na pewno trafi na moją listę ulubionych kosmetyków. A z niej łatwo trafić do mojej kosmetyczki ponownie!
A wiecie, że w Średniowieczu na zmarszczki stosowano tłuszcz krokodyla, wosk oraz olejek migdałowy? Jak Wam się podoba taka mieszanka? Zaaplikowałabyś sobie? :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.